Islandia, mały wyspiarski kraj na
Atlantyku, trafiła w sam środek międzynarodowej zawieruchy finansowej.
Islandzka korona leciała na łeb na szyję, więc zamrożono jej kurs. Bankom
komercyjnym groziła niewypłacalność, więc rząd je znacjonalizował.
Islandczycy liczą teraz na 4 mld euro pożyczki od Rosji
Islandia od lat uchodziła za oazę spokoju.
Turystów na liczącą 103 tys. km kw. wyspę przyciągają lodowce i gejzery.
Gospodarka Islandii opiera się na rybołówstwie, przetwórstwie aluminium. Liczący
nieco ponad 300 tys. mieszkańców kraj jest jednym z najbogatszych na świecie. W
nadziei na lepsze życie wyemigrowało tam wielu Polaków (ich liczbę szacuje się
tam na 7-12 tys.).
Ale bardzo dużą rolę w gospodarce odgrywają też tamtejsze banki, i to właśnie
one doprowadziły Islandię ma skraj przepaści. Trzy największe - Kaupthing,
Glitnir czy Landsbanki - nie mając możliwości ekspansji w Islandii, chętnie
rozwijały swoją działalność za granicą. Otwierały swoje filie m.in. w Wielkiej
Brytanii czy w innych krajach skandynawskich. Ich aktywa obecnie
dziewięciokrotnie przewyższają PKB Islandii (PKB wynosi 14 mld euro).
Jeszcze kilka lat temu zagraniczni inwestorzy
chętnie inwestowali w Islandii - budowali nowe zakłady, m.in. huty aluminium.
Rząd tego kraju był wiarygodnym partnerem, a agencje ratingowe nadały Islandii
wysokie oceny wiarygodności kredytowej. Jednak szybko rozwijająca się gospodarka
zaczęła się przegrzewać. Wysoki import spowodował niebezpieczny wzrost deficytu
na rachunku obrotów bieżących, który dla inwestorów jest sygnałem rosnącej
nierównowagi w gospodarce. Co więcej, niezwykle mocno wzrosło zadłużenie
zagraniczne Islandczyków, którzy masowo brali
kredyty w obcych walutach.
- Stoimy przed realną możliwością, że nasza gospodarka zostanie wessana w
globalne zawirowania, co mogłoby się skończyć narodowym bankructwem - ostrzegał
w poniedziałek wieczorem islandzki premier Geir Haarde. Co to może oznaczać? -
Zazwyczaj wiąże się to z czasowym zawieszeniem spłaty długu publicznego, czyli
państwowego zadłużenia. Może się zdarzyć zajmowanie mienia danego kraju za
granicą. Ale nie oznacza to, że komornik zajmuje szkoły czy szpitale - mówi
prof. Witold Orłowski, doradca PricewaterhouseCoopers.
Jak się zaczęły problemy banków w Islandii? - Były po prostu zbyt duże jak na
małą islandzką gospodarkę. Działały jak normalne banki inwestycyjne. Za bardzo
angażowały się w operacje poza Islandią - mówi Bartosz Pawłowski, strateg z TD
Securities w Londynie, firmy zajmującej się doradztwem na rynku kapitałowym dla
instytucji i rządów. Globalny kryzys na świecie spowodował, że instytucje
finansowe przestały islandzkim bankom pożyczać pieniądze albo pożyczały je
bardzo drogo. A to wpędziło wyspiarskie banki w tarapaty. - Te banki mogły po
prostu upaść. Na gwałt potrzebowały pieniędzy - ocenia Pawłowski.
Nic więc dziwnego, że islandzkie władze już w zeszłym tygodniu znacjonalizowały
trzeci co do wielkości bank komercyjny Glitnir. Wczoraj podobnie postąpiły z
drugim - Landsbanki. Największy - Kaupthing - dostał 500 mln euro pożyczki od
banku centralnego. Dodatkowo władze zagwarantowały 100 proc. depozytów bankowych
Islandczyków. Problem w tym, że wysoko oprocentowane
lokaty w islandzkich bankach skusiły także około 300 tys. brytyjskich
obywateli, którzy teraz muszą martwić się o swoje oszczędności (sięgają 5,1 mld
euro). We wtorek Icesave - internetowy bank należący do Landsbanki - ogłosił, że
jego 200 tys. klientów na Wyspach Brytyjskich nie może czasowo wypłacać
pieniędzy ze swoich kont.
Mała, słabnąca gospodarka stała się podatnym gruntem dla spekulantów, którzy
zaczęli wyprzedawać islandzką koronę. W ciągu ostatniego roku wyspiarska waluta
drastycznie osłabiła się w stosunku do euro - rok temu za euro płacono około 85
koron, na początku tego tygodnia już prawie 200. To w dużym stopniu spowodowało
wzrost cen importowanych towarów. A to podbiło gwałtownie inflację, która w
drugiej połowie 2007 r. zaczęła gwałtownie rosnąć (obecnie jest na poziomie 14
proc.).
Islandzki rząd, by powstrzymać spadek wartości korony, wezwał do sprzedaży
zagranicznych aktywów banków i sprowadzenia z powrotem do kraju oszczędności
emerytalnych przyszłych islandzkich emerytów. Wczoraj władze zdecydowały o
zamrożeniu kursu korony na poziomie 131 koron za euro i przywiązaniu go do
koszyka innych walut. - Nie wiem tylko, jak sobie poradzą z utrzymywaniem kursu
korony na tym poziomie, bo mają bardzo małe rezerwy walutowe - mówi Pawłowski.
Islandczycy liczą, że z pomocą przyjdzie im.... Rosja. We wtorek rano w świat
poszła informacja, że Islandia dostanie od Rosji kredyt na 4 mld euro. Pieniądze
te zwiększyłyby walutowe rezerwy i pomogłyby bankowi centralnemu w odkupywaniu
koron, gdyby inwestorzy w dalszym ciągu chcieli się ich pozbywać. W ten sposób
można by utrzymać stabilność kursu walutowego.
Rosyjski minister finansów powiedział, że jego rząd dostał prośbę o pomoc. -
Pozytywnie patrzymy na tę prośbę. Wynik będzie znany po negocjacjach -
powiedział Alexei Kudrin. Wcześniej islandzki premier na konferencji powiedział,
że jest rozczarowany, że jego kraj nie dostał żadnej pomocy "od przyjaciół". Nie
powiedział, jakie kraje ma na myśli, ale można się domyślać, że chodziło o kraje
europejskie lub USA. Dlaczego Rosja chce pomóc małej Islandii? Na razie krążą
tylko spekulacje. Pożyczka dla należącej do NATO Islandii mogłaby pomóc Rosji
poszerzyć jej polityczną strefę wpływów.
- Islandczycy nie dadzą sami rady rozwiązać swoich problemów. Będzie musiał im
pomóc Międzynarodowy Fundusz Walutowy - ocenia Lars Christensen, główny
ekonomista Danske Bank. Ale Islandia na razie tę pomoc odrzuca.
Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego Islandia z kryzysu wyjdzie, ale nauczką dla
niej będzie, że czasy samotnych małych dobrze prosperujących krajów mogą się
kończyć. - Islandia najpewniej złoży więc wniosek o członkostwo w Unii
Europejskiej - mówi Orłowski. Choć sami Islandczycy woleliby wejść tylko do
strefy euro (choć to niemożliwe) - członkostwo w UE jest im nie na rękę ze
względu na unijne ograniczenia w połowie ryb.
Jak długo miliony Polaków dadzą się okradać? - pyta "Trybuna",
postulując zlikwidowanie Otwartych Funduszy Emerytalnych (OFE).
Ponad 20 mld zł straciły w ubiegłym roku powszechne towarzystwa
emerytalne (PTE) zarządzające zgromadzonymi w otwartych funduszach
emerytalnych (OFE) pieniędzmi przyszłych emerytów. Czas uznać, że
osławiona "reforma systemu emerytalnego" była hucpą, bezczelnym
skokiem na kasę i zakończyć tę kosztowną farsę - akcentuje gazeta.
Jeśli wierzyć komunikatom Komisji Nadzoru Finansowego, do końca
listopada 2008 r. fundusze otrzymały z Zakładu Ubezpieczeń Społecznych
łącznie 116,5 mld zł, zaś ich aktywa wyniosły 132,7 mld. Oznacza to,
że od 1999 r. (czyli przez 10 lat) zarobiły zaledwie 16,2 mld! Około
jednego procenta rocznie.
Zdaniem "Trybuny", każdy z nas zyskałby więcej, gdyby swoje składki
odprowadzał na
lokaty bankowe, kupował za nie obligacje skarbu państwa, albo
dolary i euro.
Więcej o tej sprawie w publikacji na łamach "Trybuny".
Ceny domów w Irlandii mogą spaść ze swoich szczytowych poziomów o 80 procent
- ocenił Morgan Kelly, ekonomista UCD, cytowany przez "The Irish Times".
"Budowa
nieruchomości mieszkaniowych i komercyjnych spadnie w najbliższej
przyszłości do zera" - stwierdził Kelly. Jego zdaniem, "powrót do ożywienia
będzie powolny".
Dodał, że 10 lat zajęło dojście do obecnej sytuacji i teraz jest takie
prawdopodobieństwo, że wyjście z niej może również zająć 10 lat.
Kelly stwierdził, że globalny kryzys finansowy może być wbrew pozorom dobry
dla gospodarki Irlandii, bo przestała ona jeszcze bardziej "zakopywać się we
własnym dole".
"Jeszcze rok lub dwa i skończylibyśmy tak jak Islandia, ale nie jest
powiedziane, czy tak nie skończymy" - ocenił.
Trichet: rok 2010 będzie rokiem znaczącego wzrostu
(PAP)
"Rok 2010 będzie rokiem wzrostu", ale światowy kryzys ekonomiczny
będzie trwał jeszcze w tym roku - powiedział w poniedziałek rzecznik 10
największych banków centralnych świata (G-10) Jean-Claude Trichet.
"Światowa gospodarka może ulec znaczącemu spowolnieniu w 2009 roku, kraje
uprzemysłowione odnotowują ujemne liczby" - stwierdził Trichet na zwoływanym
co dwa miesiące spotkaniu grupy G-10 w siedzibie Banku Rozrachunków
Międzynarodowych w Bazylei.
Jednak różne plany ratowania światowego sektora
finansowego nie zostały jeszcze "całkowicie wzięte pod uwagę" i z tej
przyczyny "rok 2010 będzie rokiem znaczącego wzrostu" - powiedział Francuz,
który jest jednocześnie szefem Europejskiego Banku Centralnego.
Gospodarki krajów rozwijających się, które do tej pory wykazały odporność na
skutki światowego kryzysu gospodarczego "zwolnią", ale pozostaną
równocześnie "obszarem pewnym i wciąż przyczyniającym się do światowego
wzrostu" - uważa Trichet.
Benzyna na stacjach poniżej 3 zł za litr! (e-petrol.pl)
W poniedziałek na jednej ze stacji w Wielkopolsce litr benzyny 95 kosztował
2,99 zł/l.
Tak
niską cenę e-petrol.pl zaobserwował na jednej ze stacji przymarketowych
w województwie wielkopolskim (co ciekawe, olej napędowy był wyraźnie
droższy). Warto jednak wiedzieć, że ogólnopolskie przeciętne ceny paliw są
znacznie wyższe. Ceny odnotowały natomiast spadek w porównaniu z sytuacją
tuż przed Nowym Rokiem. Wg stałych notowań, prowadzonych przez e-petrol.pl,
za litr benzyny 95 przeciętnie trzeba teraz zapłacić w Polsce 3,37 zł/l,
czyli o 3 gr. taniej niż 30. grudnia. Olej napędowy potaniał w tym samym
czasie o 4 gr., do 3,36 zł/l. Spadki obejmują też ceny autogazu, to paliwo
kosztuje w Polsce przeciętnie 1,91 zł/l (o 4 gr. mniej niż tydzień temu).
Spadki znów objęły wszystkie województwa, choć oczywiście w różnej skali.
Największy ruch w dół naraz dla benzyny "95" i oleju napędowego
odnotowaliśmy w mijającym tygodniu na Górnym Śląsku i na Podlasiu.
Na początku roku 2009 ceny ropy naftowej i paliw na rynkach międzynarodowych
i w Polsce powinny zacząć się stabilizować, po ostatnich mocnych spadkach.
Raptownie - aż o jedną piątą - przybyło w Polsce zwolenników zastąpienia
złotego wspólną europejską walutą, dowodzą wyniki najnowszego sondażu GfK
Polonia dla "Rzeczpospolitej". Za przyjęciem euro opowiada się już 65%
spośród pytanych telefonicznie 500 osób.
Wyraźnie topnieje odsetek przeciwników euro. Od czerwca 2008 r., kiedy
przeprowadzono podobne badanie, zmniejszył się aż o 16 pkt. procentowych.
O ile jeszcze 6 miesięcy temu odsetek osób, które uważały, że euro powinno
zastąpić złotego wynosił 54%, to obecnie jest już o 11 pkt. proc. wyższy.
O 9 pkt. proc. (z 79% we wrześniu ub.r. do 70% obecnie) zmniejszyła się
liczba osób, które uważają, że o wprowadzeniu euro powinni zdecydować Polacy
w referendum. Nadal jednak odsetek zwolenników referendum jest wysoki, co
nieco zaskakuje w zderzeniu z opinią 59% badanych, którzy uważają, że
wprowadzenie euro będzie miało dla naszego kraju pozytywne konsekwencje (w
czerwcu 2008 r. takiego zdania było 36% ankietowanych).
Ceny domów i mieszkań w Wielkiej Brytanii spadły w 2008 roku o blisko 16
procent, choć są i takie które potaniały nawet o ponad jedną trzecią- podało
BBC w oparciu o "Raport o stanie
rynku nieruchomości", który opublikowało największe na świecie
towarzystwo budowlane Nationwide.
Na Wyspach robi się więc tanio jak dawno nie było - ceny spadają
nieprzerwanie już od ponad 14 miesięcy. Główna ekonomistka Nationwide
podkreślliła, że 2008 rok był rokiem gwałtownych zawirowań na rynku.
Przez co Brytyjczycy, którym trudno było uzyskać kredyt, przestali kupować
mieszkania i domy bez
wkładu własnego, w efekcie czego sprzedaż nieruchomości w Zjednoczonym
Królestwie spadła o ponad 60 procent.
Zdaniem ekspertów jest to jednak dobry moment na to, by rozważyć kupno
lokalu, gdyż ceny są już dość okazyjne.
Niemieckie wydawnictwa mówią „tak”
książce elektronicznej. Technika dojrzała już do tego, by podjąć
wyzwanie, a sukces w USA jest nader przekonujący.
Urządzenie ma rozmiar książki w kieszonkowym wydaniu, ale grubość nie
większą niż pół centymetra. Obudowa z polerowanego metalu nadaje mu bardzo
elegancki wygląd. Ludzi, którzy tłoczyli się w monachijskim Domu Literatury,
by wziąć do ręki e-książkę, fascynowało głównie jedno: jak to się dzieje, że
na wyświetlaczu elektronicznego czytnika czcionki sprawiają wrażenie lekko
wypukłych. Na ekranie tym, przypominającym szary, ekologiczny papier, litery
widać bardzo ostro i wyraźnie, nic nie lśni, nie migocze, nie ma żadnych
refleksów. Wygląda to tak, jak gdyby za zmatowioną szklaną szybą znajdowała
się papierowa strona pokryta drukiem najwyższej jakości. Urządzenia bazujące
na tak zwanej technologii e-ink (elektroniczny atrament) istnieją od 2007
roku i wiele wskazuje na to, że ów dawno zapoczątkowany rozwój przeistoczy
się w prawdziwą lawinę. Książka elektroniczna stanie się masowym produktem.
W to, że tak właśnie będzie, nie wątpił chyba nikt spośród ponad 130
menedżerów wydawnictw, przedstawicieli firm oferujących obsługę techniczną
oraz księgarń, którzy na zaproszenie Akademii Niemieckiego
Handlu Książką spotkali się w Monachium na największym jak dotąd
kongresie na temat e-książek na obszarze niemieckojęzycznym. Są już przecież
konkretne liczby, co z reguły robi na menedżerach największe wrażenie. Od
czasu, gdy przed mniej więcej rokiem internetowa księgarnia wysyłkowa Amazon
wprowadziła na amerykański rynek swój czytnik Kindle, obroty w handlu
elektronicznymi książkami osiągnęły nieznany wcześniej poziom. Tylko w ciągu
trzech pierwszych kwartałów 2008 roku wpływy wzrosły z 10 do niemal 14
miliardów dolarów, jak informuje Johannes Mohn, odpowiedzialny w firmie
Bertelsmann za biznes elektroniczny.
Kto jednak chce działać na tym rynku, musi poznać w świat, z którym wiele
wydawnictw dotychczas nie miało wiele do czynienia. Ralf Müller, prezes
oficyny Droemer-Knaur, nie odczuwa specjalnego lęku przed kontaktem z tą
sferą. Gdy słyszy się go rozprawiającego o automatyzacji procesów
biznesowych, głównych bazach danych i portalach wyszukiwawczych stron www,
wręcz trudno uwierzyć, że chodzi tu o dobro kultury, jakie stanowi książka.
– Książka jest książką, nieważne, czy drukowana, czy elektroniczna –
konstatuje wprawdzie Ronald Schild, który stworzył platformę internetową
Libreka dla stowarzyszenia giełdowego niemieckiego księgarstwa. – Ale
łańcuch produkcji w wydawnictwach musi zostać przestawiony na nowe tory
–postuluje. Rozwój zaczyna się teraz, za rok czy dwa będzie za późno. –
Cyfrowe rynki – twierdzi Schild – mają tendencję do koncentracji na niewielu
dużych firmach oferujących poszukiwane techniki. Amazon z czytnikiem Kindle
już dziś ma ogromną przewagę.
Czego jednak oczekuje czytelnik? Książki od dawna nie są składane w ołowiu,
lecz elektronicznie, także w niemieckich wydawnictwach. Z reguły druk odbywa
się z plików w formacie pdf. Nie może to być jednak podstawą dla wydań
elektronicznych, tłumaczy Mike Röttgen z firmy Arvato zajmującej się obsługą
techniczną. – Często tylko drukarnie mają ostateczne pliki w formacie pdf –
mówi. – Pdf to jeszcze nie e-book – potwierdza Müller, szef Droemer-Knaur.
Ekrany czytników w technologii e-atramentu mają różną wielkość, niektóre z
nich pozwalają ponadto na zmienianie rozmiaru i rodzaju czcionki. –
Zawartość musi jednak pasować do wszystkich urządzeń – zwraca uwagę Johannes
Mohn. – Jedna strona nie jest już bowiem jedną stroną. Dane muszą być
przechowywane w centralnych bankach danych niezależnie od ich formatu
–stwierdza ekspert IT Röttgen. Tylko dzięki temu mogą zostać udostępnione na
każdym możliwym czytniku. Przekątne ekranów wahają się już w granicach 15-20
centymetrów, a waga urządzeń to 170 do 500 gramów. W chwili obecnej
„przewracanie strony” trwa jeszcze stosunkowo długo: do 1,5 sekundy, a tekst
może być wyświetlany tylko w barwach czarno-białych. Jak podkreśla jednak
Johannes Mohn, doświadczenie choćby z aparatami cyfrowymi uczy, iż postęp
następuje bardzo szybko. – Urządzenia będą doskonalone – przewiduje. Również
tzw. smartphony, aparaty komórkowe z dużym ekranem, są w zasadzie
czytnikami. – Szef Apple, Steve Jobs mógłby jutro zrobić z iPhone’a e-booka
poprzez aktualizację oprogramowania – uważa Mohn.
Nazwisko Jobsa nie bez powodu pada tu wiele razy. Przed kilku laty jemu
właśnie udało się zawładnąć biznesem, którego tradycyjna branża zbyt długo
bała się jak diabeł święconej wody: biznesem muzyki pobieranej z internetu.
To, że Apple jest już nie tylko największym w Ameryce sklepem do ściągania
muzyki, lecz i jej największym dystrybutorem na świecie, pokazuje, jak
szybko nowy rynek zostaje zdominowany przez dużego gracza, ostrzega Ronald
Schild z Libreki. – Branża książkowa musi sama działać na rynku albo będzie
tam rządził duopol Amazon i Google.
Jobs był również tym, który pokazał ociągającemu się przemysłowi muzycznemu,
że błędem było nieoferowanie – ze strachu przed pirackimi kopiami – własnych
elektronicznych wersji nagrań. – Jeśli zabraknie legalnej oferty, książki
będą nielegalnie trafiały na czytniki – ostrzega Pascal Zimmer z Libri,
pełniącej rolę hurtowni i firmy wysyłkowej. Jest ona partnerem japońskiego
koncernu elektronicznej rozrywki Sony, który już wiosną chce wprowadzić
czytnik e-książek w Niemczech. Urządzenie, dostępne już we Francji i w
Wielkiej Brytanii, będzie można zamówić w Libri, zaczną je sprzedawać także
księgarnie. Ceny elektronicznych książek w Anglii i Francji są niższe od cen
sklepowych wydań drukowanych. Czytnik kosztuje około 300 euro. Obecnie do
dyspozycji czytelników jest już 2500 tytułów we Francji i 6000 w Anglii.
Amazon, która ze swym czytnikiem Kindle i ponad 200 tysiącami pozycji
książkowych do zamówienia przez w internet dominuje na amerykańskim rynku
e-booków, jeszcze nie zapowiedziała ofensywy w Europie. Nie należy
jednak spodziewać się, że największa na świecie księgarnia wysyłkowa będzie
czekać z założonymi rękami, aż Sony albo inni konkurenci zdobędą liczącą się
pozycję w Europie. Ponadto amerykański czytnik e-książek, ochrzczony nazwą
Kindle, ma coś, co odróżnia go od wszystkich innych: wbudowany moduł
radiowy, który podobnie jak telefon komórkowy łączy się z siecią radiową
UMTS, bez konieczności dodatkowych opłat.
– Naszą ideą jest, by każdą wydrukowaną kiedykolwiek książkę można było
ściągnąć w 60 sekund – mówi Anne Stirnweis, odpowiedzialna w Amazon za
nośniki cyfrowe. Brzmi to podejrzanie, jak w stylu kolejnego giganta w
działalności online: także Google może próbować uczestniczyć w biznesie
literatury w formacie cyfrowym. Od lat skanuje książki na całym świecie,
wprowadził już do swoich zbiorów grubo ponad milion tytułów. W końcu
października koncern położył na tej drodze prawdziwy kamień milowy: płacąc
125 milionów dolarów załagodził spór z przedstawicielami amerykańskich
autorów. Gdyby Google oferował
bezpłatnie do ściągnięcia książki niechronione prawami
autorskimi, finansowane przez reklamy, mocno dotknęłoby to wydawnictwa i
handel.
Urząd Regulacji Energetyki zatwierdził taryfy dla przedsiębiorstw obrotu
energią elektryczną, wzrost cen dla odbiorców indywidualnych wyniesie ok. 10
proc. - poinformował PAP prezes URE Mariusz Swora.
"Zatwierdziliśmy 12 taryf dla obrotu energią. Zakładamy, że wzrost cen
energii elektrycznej wyniesie ok. 10 proc. Taryfy dla dystrybutorów zostaną
zatwierdzone w połowie stycznia" - powiedział Swora.
"Dla przeciętnego gospodarstwa domowego oznacza to wzrost cen o 10-12 zł
miesięcznie. Przedsiębiorstwa chciały zaś, żeby ten wzrost był rzędu
kilkudziesięciu złotych" - dodał. Jako główny powód zatwierdzenia taryf na
takim poziomie regulator podaje wzrost cen węgla.
URE chciałoby także, aby zatwierdzone taryfy były jedynymi w całym 2009
roku. "Zakładamy, że to będzie jedyna podwyżka w 2009 roku. Oczekujemy, że
nie będzie więcej wniosków taryfowych" - podkreśla Swora.
Taryfy mogą wejść w życie po 14 dniach od ich opublikowania przez URE.
Jak podaje komunikat URE redukcja oczekiwań wytwórców była możliwa m.in.
dzięki zmniejszeniu wysokości postulowanych zaliczek opłaty przejściowej
powstałej w wyniku rozwiązania umów długoterminowych (tzw. KDT).
Analizując wnioski taryfowe Prezes URE uwzględnił także obiektywne czynniki.
"Wzrost cen węgla, konieczność
sfinansowania inwestycji modernizacyjnych (w tym proekologicznych) i
rozwojowych. Uzasadnioną przesłanką dla zatwierdzenia taryf na wyższym
poziomie była także konieczność sfinansowania obowiązku wspierania rozwoju
źródeł odnawialnych i wytwarzających energię elektryczną w skojarzeniu z
wytwarzaniem ciepła" - napisano w komunikacie.
Regulator podkreśla także, że w efekcie działań prowadzonych przez URE, w
kieszeniach Polaków pozostanie ok. 1,5 mld zł (netto rocznie w grupach G).
Brytyjsko-irlandzki producent artystycznych wyrobów ceramicznych i zestawów
z porcelany, działający nieprzerwanie od ponad 250 lat - Waterford Wedgwood
ogłosił w poniedziałek, że zarząd brytyjskim oddziałem spółki przejmie
syndyk masy upadłościowej.
Wcześniej irlandzki oddział wyznaczył
firmę audytorską Deloitte na administratora masy upadłościowej
większości irlandzkich operacji Wedgwooda, a obrót akcjami spółki notowanymi
na giełdzie w Dublinie został zawieszony.
Waterford Wedgwood znany jest m.in. z kryształów Waterford, zastawy
stołowej, zwłaszcza Royal Doulton i wyrobów artystycznych z ceramiki. Jego
produkty były ozdobą domów brytyjskiej klasy średniej.
Siedzibą firmy jest obecnie Waterford w Republice Irlandii, gdzie pracuje
ok. 800 osób. W Anglii zakłady produkcyjne firmy, zatrudniające 600 osób,
ulokowane są w Barlaston w pobliżu Stoke- on-Trent (Staffordshire). 19
sklepów firmowych Wedgwooda zatrudnia 170 osób, dalsze 60 pracuje w centrali
w Londynie.
Firma straciła płynność finansową w ostatnich miesiącach; potencjalni
nabywcy, w tym prywatna grupa kapitałowa z USA, nie zdecydowali się na jej
kupno, a banki odcięły linię kredytową.
Firma usiłowała się ratować m.in. poprzez zmniejszenie zatrudnienia,
przeniesienie części produkcji do Indonezji, wprowadzenie nowych,
nowoczesnych zestawów. Nie mogła jednak sfinansować kosztów
restrukturyzacji.
W ostatnim roku obrachunkowym, do końca kwietnia ub.r., jej strata brutto
wyniosła ok. 230 mln funtów. Ostatecznie Wedgwooda pogrążył krach
finansowy z jesieni ub.r., którego wynikiem był spadek popytu na
produkty tej firmy.
Pod koniec 2008 roku upadł również inny, znany w świecie brytyjski producent
ceramiki - Royal Worcester & Spode, dostarczający swoje produkty na dwór
królewski.
Po Wedgwood pozostanie muzeum w Barlaston, wybudowane nakładem 10,5 mln
funtów, w którym zgromadzono eksponaty ilustrujące 250 lat historii firmy,
której założycielem był Josiah Wedgwood (1730- 95) - projektant,
przemysłowiec i orędownik społecznych reform.
Już wkrótce pierwsze elektrownie wykorzystujące naturalne ciepło ziemi
powstaną w Hiszpanii. Budowniczym będzie australijska firma Petratherm, a za
budowę zapłacą lokalne rządy.
W Hiszpanii nie ma gejzerów. Dlatego ciepło będzie czerpane z gorących
pokładów skał, mających ponad 150 stopni Celsjusza. Żeby do nich dotrzeć,
trzeba będzie wywiercić otwory mające od dwóch do czterech kilometrów
głębokości. Do ich wnętrza zostaną wprowadzone rury z zimną wodą. W
kontakcie z rozgrzanym kamieniem woda zamieniać się będzie w parę, a ta już
na powierzchni ziemi poruszać będzie turbiny produkujące prąd.
Pierwsze takie elektrownie powstaną na
Wyspach Kanaryjskich, potem pod Barceloną i Madrytem. Budowa każdej z
nich będzie kosztować około ośmiu milionów euro. Jednak, jak zapewniają
konstruktorzy, koszt utrzymania elektrowni jest niewielki, a geolodzy
przypominają, że gorące pokłady skał nie wystygną przez najbliższych kilka
miliardów lat.
W 2008 r. w Polsce padł emerytalny rekord. Dotąd na emeryturę
odchodziło rocznie ok. 100 tys. osób. W minionym roku decyzję o wycofaniu
się z życia zawodowego podjęło 250 tys. Polaków, z tego 80 proc. przeszło na
tzw.
wcześniejszą emeryturę - informuje "Gazeta Wyborcza".
Jak pisze gazeta, eksperci są tym wynikiem przerażeni. - To coś
niespotykanego, dla polskiej gospodarki to katastrofa - komentuje w rozmowie
z "GW" Jeremi Mordasewicz, członek rady nadzorczej ZUS.
Lawinowe przejścia na tzw. emerytury pomostowe spowodowało to, iż od tego
roku przywilejów już nie będzie. Koalicja PO-PSL zdołała oddalić
prezydenckie weto wobec ustawy emerytalnej. Prawo do "pomostówek" straci 900
tys. Polaków.
Według dziennika, wielu wcześniejszych emerytów może jednak swojej decyzji
żałować, bo im ktoś krócej pracuje, tym mniej uzbiera składek i ma mniejszą
emeryturę.
Na wypłaty świadczeń dla 250 tys. ubiegłorocznych emerytów ZUS będzie musiał
znaleźć dodatkowe 2,5 mld zł.
Białoruski rubel stracił przez noc na wartości 20 proc.
(Gazeta Wyborcza)
Pierwszego dnia nowego roku Narodowy Bank Białorusi zdewaluował
rubla o 20,5 proc. – czytamy w „Gazecie Wyborczej”.
To największa dewaluacja białoruskiego rubla od 14 lat. Nowy kurs ma
zagwarantować większą konkurencyjność białoruskiej gospodarki, co jest
szczególne ważne w czasie trwającego światowego kryzysu
finansowego.
Gazeta cytuje wystąpienie noworoczne prezydenta Białorusi, który zauważa, że
następny rok dla białoruskiej gospodarki będzie bardzo ctrudny, ale były
czasy znacznie cięższe.
Niezależna agencja Biełapan przekonuje, że decyzja o dewaluacji została
narzucona przez MFW 31 grudnia.
Największy producent węgla koksującego w Polsce i drugi gracz w
Europie zamierza ograniczyć wydobycie. Ceny węgla mogą w tym roku spaść o
połowę – pisze „Dziennik”.
Jastrzębska Spółka Węglowa zamierza ograniczyć wydobycie węgla ze względu na
spadający popyt i niskie ceny. Na razie
spółka nie jest w stanie określić skali cięć, wielkość produkcji będzie
ustalana na bieżąco. Jednak ograniczenia te będą poważne, ponieważ główny
odbiorca JSW – AcelorMittal ogranicza produkcję o jedną piątą – czytamy w
gazecie.
Producenci węgla i eksperci nie są zaskoczeni dramatycznymi prognozami
cenowymi. Są przekonani, że odbicie nastąpi dopiero w 2010 roku.
Kryzysowe plany zamierzają wprowadzić także Kompania Węglowa i Katowicki
Holding Węglowy.
W 2002 roku Scott Bauer odchodząc na emeryturę kupił za prawie 600tyś
dolarów apartament na wyspie Maui na Hawajach. Po tym zakupie na jego koncie
pozostało jeszcze 1,4mln dolarów, które zamierzał wydać spędzając emeryturę
w swoim nowym mieszkaniu.
Historia ta nie byłaby nadzwyczajna, wiele razy przecież słyszeliśmy o
gigantycznych kwotach jakie znani miliarderzy wydają na posiadłości na całym
świecie, gdyby nie zawód jaki Scott Bauer wykonywał przez całe swoje życie.
Przez 47 lat pracował on w Chicagowskim US Postal Service jako… listonosz.
Tajemnicą majątku listonosza było systematyczne oszczędzania, a dokładniej…
1 dolar którego wpłacał każdego dnia na swój fundusz inwestycyjny. Odkładał
w ten sposób jedynie 365 dolarów rocznie, jednak inwestycja przynosiła mu
każdego roku około 13% zysku i po 47 latach przyniosła prawie 2 mln dolarów
zysku.
Z okazji świąt i zbliżającego się 2009 roku wszystkim czytelnikom życzymy
właśnie tego jednego dolara, czy też złotówki, dziennie oraz
systematyczności i wytrwałości w oszczędzaniu. Tak, żeby idąc na emeryturę
kazdy z nas nie musiał martwić się o swoją przyszłość i mógł kupić sobie to,
na co całe życie oszczędzał.
Subiektywne podsumowanie roku 2008: pękły rozpalone do czerwoności
lewary
(Wealth Solutions)
Niezależnie od narodowości i koloru skóry najnowsza
generacja inwestorów w tym oto roku namacalnie poznała na swojej skórze
znaczenie słowa bessa. Wobec powagi załamania gospodarczego termin ten i tak
należy uznać za eufemizm. A jeszcze kilkanaście miesięcy temu próbowano
udawać, że jest tak pięknie i beztrosko. Tymczasem wedle prawidła "więcej
pijesz - mocniejszego masz kaca" przeciąganie znieczulicy na nadciągającą
recesję nie tylko odroczyło wyrok, ale znacznie zwiększyło jego wymiar.
Najgrubsze od całych dekad giełdowe minusy w skali roku zniweczyły
dorobek prawie pięciu lat hossy. Bezlitośnie obnażono naiwność kilku haseł
inwestycyjnych i wizji gospodarczych, lansowanych na wyznaczniki lepszej
jakości mającej generować wieczny strumień bogactwa. W gruzach legły
kolejno: carry trade, "decoupling", miraż krajów BRIC czy Next-11. Płonnymi
się okazały zapewnienia, jakoby kryzys śmieciowych kredytów subprime miał
pozostać lokalnym problemem bez wpływu na realną gospodarkę. Na zasadzie
znanego w teorii chaosu deterministycznego "efektu motyla" przebita w USA
bańka kredytowo-nieruchomościowa rozesłała swą negatywną energię za ocean i
wprowadziła ceny
mieszkań w licznych krajach Europy na równię pochyłą.
Rzutem na taśmę zdołano jeszcze rozdmuchać megabąbel na metalach
przemysłowych oraz surowcach energetycznych i rolnych, który także pękł z
głośnym hukiem. Było to już agonalne tchnienie dzikiej spekulacji, podzwonne
hossy na wszelkich klasach aktywów pompowanych za pożyczone, powtórzmy:
pożyczone pieniądze (czytaj: do zwrotu kiedyś). Rynki kredytowe weszły w
fazę zlodowacenia w pełni adekwatnego do wcześniejszego niezdrowego
przegrzania. Paraliż wzajemnego zaufania doprowadził do strukturalnej,
jakościowej zmiany w dynamice całych gospodarek. Dumne, prężne banki
inwestycyjne stanęły nad czeluścią niebytu, w którą liczne z nich
powinny były wpaść. Ale wpadli weń bardzo nieliczni, a to dzięki
socjalistycznemu rozmywaniu odpowiedzialności tak niewielu nietykalnych
(bankierów) za pomocą setek miliardów wszelakiej waluty, ostatecznie
wyłożonej przez nas wszystkich.
Kolokwialnie rzecz ujmując, wszędzie pękły rozpalone do czerwoności
lewary. Rok 2008 metaforycznie można nazwać rokiem pożaru w fabryce
fajerwerków ze wszystkimi tego tragicznymi konsekwencjami. Przez cały
styczeń 2009 będziemy epatowani dramatycznymi podsumowaniami i statystykami
z mijającego roku na giełdach. Dlatego tutaj pozwólmy sobie na abstrahowanie
od nieprzebranych zestawień i liczb, za to spróbujmy (subiektywnie) wskazać
najbardziej spektakularne wydarzenia finansowe AD 2008 (ze świadomością, że
poniższa lista nie wyczerpuje tematu) oraz pokusić się o kilka prognoz
natury jakościowej na nowy rok. Wiele z omawianych wydarzeń pozostaje we
wzajemnych relacjach przyczynowo-skutkowych.
1. Czerwony październik i deszcz pieniędzy rządowych
Giełdowe powiedzenie: „jaki styczeń, taki cały rok” tym razem sprawdziło
się idealnie. Po defekcie stycznia przez kolejne pół roku z okładem zdołano
na indeksach giełdowych wygenerować nędzne korekcyjne fale (a raczej ząbki),
po których nadchodziły kolejne zniżki. Prawdziwy wodospad nadszedł z
przytupem na początku jesieni, gdy upadający Lehmann Brothers uświadomił
wszem i wobec, że jednak w systemie jest poważny problem lub używając języka
komputerowego, krytyczny wyjątek. Pośród tąpnięć rzędu 8-10 proc. w skali
dnia na czołówki serwisów poczęły wypełzać słowa dotąd zakazane: krach,
kryzys, recesja. Dość przypomnieć, że wskaźnik Dow Jones Industrial Average
od końcówki września do dołka z połowy listopada zapadł się o 4000 punktów,
a nasz zacny WIG20 w ciągu 18 październikowych sesji zjechał o 1000 pkt,
czyli o 40 proc. Rynki wschodzące stały się rynkami schodzącymi, gdyż to one
zawsze płacą największą cenę za zbiorowy powrót świadomości ryzyka.
Straty z kryzysu subprime sięgają już biliona dolarów, przy czym wobec
faktu że kryzys się rozlał na inne sfery trudno o kategoryzację źródeł tych
strat. Plan Paulsona i pompowanie pieniędzy w wysychające rynki ma
zastopować staczanie się gospodarki amerykańskiej w przepaść. Skoordynowane
akcje pomocowe mnożą się również w Europie Zachodniej, a za słowem bail-out
stoi de facto upaństwowienie licznych instytucji wraz z rozmywaniem
odpowiedzialności głównych aktorów poprzednich wypaczeń. Trudno nawet
zliczyć, na jaką łączną kwotę opiewają obietnice wyborcze Barracka Obamy.
Co najgorsze, stopy dolarowe kilkoma szybkimi ruchami ścięto do zera, a
więc nie wyciągnięto wniosków z błędów ery Greenspana. Nadal uważa się, że
dodruk pieniędzy stanowi remedium na każde dolegliwości, w rzeczywistości
natomiast zamyka się koło coraz bardziej niszczycielskiej machiny
cyklicznych boomów i załamań. Stanowi to pożywkę dla powrotu napięć
inflacyjnych i nowej fali megaspekulacji zrodzonej przez tani pieniądz. I
przypuszczalnie będzie to już absolutnie ostatni taki boom za czasów
kapitalizmu w obecnym kształcie, po czym po kilkuletnim okresie indukowanej
prosperity nastąpi krach jeszcze większy i ostateczny.
2. Ropna gorączka
Pośród gwałtownie hamującej globalnej gospodarki odpowiednie grupy
interesów podjęły duży wysiłek w kierunku zasiewu propagandy o topniejących
w oczach zasobach ropy. Temat został podchwycony na kilku odmiennych
frontach: od spekulacyjnych przedsięwzięć tytułujących się mylnie funduszami
hedgingowymi (odsyłam do definicji słowa hedging), przez siejący nagonkę
kartel OPEC, a skończywszy na Rosji tęskniącej za swoją imperialną potęgą.
Najbardziej skrajną prognozą ceny ropy, jaką zdołałem wychwycić było 400
dolarów za baryłkę (szef OPEC, Algierczyk Chekib Khelil pod koniec czerwca
2008). Rosyjscy możnowładcy bez zażenowania sypali z kapelusza wycenami
200-250 dol. U szczytu ropnej bańki szacowano, że na giełdach towarowych
otwarte kontrakty terminowe w rękach spekulantów opiewały na ponad miliard
baryłek. Oceniano też, że spekulacyjny narzut cenowy mógł sięgać wtedy nawet
50 dolarów na baryłce.
Jesienna, najbardziej jak dotąd dramatyczna odsłona kryzysu przyspieszyła
falę spadkową wskutek panicznego ucinania długich pozycji. Z opóźnieniem
uświadomiono sobie, że globalna recesja przełoży się na drastyczny spadek
popytu na ropę. Zdecydowane cięcia wydobycia przez kartel OPEC są
dostosowaniem wolumenu do słabnącego zapotrzebowania. Niedawno cena baryłki
wyznaczyła lokalne minimum w okolicy 35 dolarów, co daje spadek od szczytu o
75 proc. Jednakże nowa odsłona intifady na Bliskim Wschodzie oraz
jakiekolwiek dalsze zaostrzanie retoryki ze strony Rosji władne są wywołać
gwałtowne zwyżki ceny czarnego złota, choć nie w skali widzianej do połowy
2008 r. Warto także obserwować na ile mocno ukonstytuuje się kartel gazowy,
co oprócz dużej zmienności cen gazu może wywoływać dalsze napięcia
geopolityczne.
3. Rzeź deweloperów
Indeks WIG-Deweloperzy od chwili powołania go do życia w połowie czerwca
2007 doznaje jednej bardzo stałej tendencji: ciągle spada. Jak dotąd o 75
proc., choć należy mieć na uwadze dominację w nim dwóch zaledwie spółek (GTC
i Echo odpowiadają za 70 proc. indeksu). Swoim zachowaniem od samych
narodzin niewygodnie kontrastował z szampańskimi nastrojami przedstawicieli
branży, bo przecież „mieszkania mogą wyłącznie drożeć”.
Spadki cen na rynku wtórnym trwające już niemal 2 lata musiały się
przełożyć na przeceny nowych lokali. Jak na razie skromne, ale ta skromność
nie wytrzyma presji czasu i rachunku ekonomicznego. Kompletny zastój
sprzedaży to czytelny sygnał, że należy odważnie zejść z cenami, no chyba,
że chce się popadać w coraz większe koszty i grawitować ku upadłości lub w
najlepszym razie zostać przejętym na fali nieuchronnej konsolidacji. Pomimo
zastopowania nowych projektów zapasy czekających na nabywców lokali są
bardzo duże i upłynie kilka lat zanim korek ten zostanie rozładowany.
Szczątkowy popyt skierował się ku rynkowi wtórnemu, gdzie spadki dochodzą do
15-20 proc. w skali roku. Ciężko o precyzyjne statystyki, gdyż liczne
opracowania bazują na cenach ofertowych, które są zazwyczaj pobożnymi
życzeniami niedoszłych sprzedawców.
Wzrost podaży towaru musi wywołać spadek cen i to niezależnie czy mówimy
o wołowinie, ciecierzycy, usługach notarialnych czy mieszkaniach. W br.
oddanych zostało do użytku około 150 tys. nowych lokali, co oznacza wzrost o
35 tys. względem 2007 r., natomiast w 2006 oddano 95 tys. Kredytowe
zlodowacenie dodatkowo powiększa nierównowagę popytu i podaży. Czyli drożej
jeszcze przez długi czas nie będzie nawet gdyby RPP obniżyła główną stopę
złotową do 4 proc. Natomiast taniej jak najbardziej być może i to nawet o
15-20 proc. w przypadku rynku pierwotnego (w miejsce długotrwałego
quasi-oligopolu powinniśmy wreszcie doczekać się prawdziwej konkurencji
cenowej).
Znakami mizernych realiów branży i nie mniej ciemnych zapatrywań na
przyszłość stały się kolejno: przeceny akcji deweloperów nieraz o 90 proc. (subindeks
WIG-Deweloperzy spadł od swojego debiutu sprzed półtora roku o ponad 80
proc.); mocne korekty naiwnych prognoz finansowych; wreszcie, pojawiające
się publiczne wypowiedzi szefów spółek, że faktycznie nie jest dobrze
(lepiej zaniechać medialnej gry późno niż wcale). Należy także wspomnieć o
projekcie Sky Tower we Wrocławiu, w którym najpierw zmniejszono liczbę
lokali (życzono sobie za metr kwadratowy od kilkunastu do ponad 20 tysięcy
zł), a który następnie zawieszono (budowla nadal nie wyszła z poziomu
gleby). Paradoksalnie, jak w każdej branży, jest to dobry czas na
rozpoczęcie procesu konsolidacji w branży. Zadanie należy powierzyć jedynie
wybitnie odważnym i pewnym siebie. Jeśli takowi się znajdą, to nie należy
wykluczyć pokaźnych zarobków z niektórych akcji spółek deweloperskich.
4. Walutowe turbulencje
Gonitwa za tanio pożyczonym pieniądzem dobiegła końca. Już nikogo nie
kusi, aby lewarować się w Japonii celem uzyskania kokosów np. z obligacji
tureckich. Mgłą zapomnienia okrywane są poziomy ponad 100 jenów tudzież 2 zł
za dolara amerykańskiego. Siła wielu walut rynków wschodzących wynikała w
dużej mierze z nadużywania procederu carry trade.
W kryzysowych okolicznościach nadszedł czas delewarowania, czyli procesu
odwrotnego, który przybrał kształt bezładnej ewakuacji z rynków. Dolar
zdrożał względem złotego o ponad 50 proc. w ciągu 3 miesięcy, natomiast jen
wobec dolara umocnił się do poziomów niewidzianych od lat 80. ubiegłego
wieku (siła jena szczególnie mocno uderza w kondycję gospodarki japońskiej).
Postępuje skokowa dewaluacja rubla, a ukraińska hrywna przeżywa dramat
(dolar zdrożał w tej walucie dwukrotnie od lata). Kapitał z opóźnieniem
ucieka do inwestycji bezpiecznych, a za synonim takowych nadal uchodzą
amerykańskie papiery dłużne (pytanie: ile jeszcze można ujechać na
historycznej, a dziś coraz bardziej dyskusyjnej reputacji?). Wyjątkowo źle
się dzieje w Wielkiej Brytanii, co widać po funcie wycenianym już
porównywalnie z euro.
System naczyń połączonych jest bardziej rozbudowany niż się wydawało
nawet przedstawicielom rządu. Polska nie jest spokojną przystanią odporną na
światową burzę, toteż i u nas podaż kredytów hipotecznych gwałtownie
wyschła. Zwłaszcza tych walutowych. Kampania promocji kredytów
mieszkaniowych denominowanych we frankach bujnie rozkwitła w chwili gdy
kończyła się era napompowanej jak balon złotówki. Przy dzisiejszym kursie
2,75 świeżo upieczonym kredytobiorcom miesięczna rata skoczyła o dobre
150-200 zł.
Obecnie panuje negatywny sentyment wokół walut rynków wschodzących z
wydatnym akcentem niechęci kierowanej ku Polsce. Dochodzą do tego niedawne
kontrowersyjne zachowania niektórych instytucji finansowych. Swej sztucznej
siły sprzed pół roku złotówka nie odzyska, a jej ewentualna dalsza słabość
zależeć będzie najmocniej od dwóch czynników: skali recesji w Zachodniej
Europie (od której nasza gospodarka jest dość silnie zależna) oraz
głębokości redukcji stóp przez RPP. Tak duża skala niepewności czyni
wybitnie trudnym planowanie finansowe wielu przedsiębiorstw handlujących z
zagranicą.
5. "Toksyczne" opcje walutowe
Niezgłębioną tajemnicą pozostanie to, w jaki sposób setki polskich firm
(również giełdowych) uległy zbiorowej hipnozie i dały się złapać w sidła
opcji walutowych. „Nagle”, bo po 5 latach trendu umacniania się złotówki
udzielił się powszechny pęd do zabezpieczania wpływów z eksportu przed
dalszym jej umacnianiem. Katatonia ta zsynchronizowała się czasowo
(przypadek?) z masowym nakłanianiem klientów detalicznych na hipoteczne
kredyty we frankach po kursie około 2 zł.
Nie byłoby nic złego w samym zabezpieczaniu, czyli hedgingu. Ale
eksplozja strat z tytułu wystawionych opcji każe pytać, w którym miejscu
hedging został zastąpiony samobójczą spekulacją. W przypadku wielu firm
wyparował dorobek kilku lat działalności, ba powstały wielkie zobowiązania.
Bardzo prawdopodobne jest, że firmy zajęły niesymetryczne pozycje w opcjach.
Jedną z takich złożonych strategii mogły być: nabycie długiej opcji put na
kurs wymiany euro lub dolara do złotówki (czyli gra na dalsze umocnienie
złotego) powiązane z wystawieniem opcji call ale po nieco wyższej cenie
wykonania. Haczyk mógł tkwić w barierowym charakterze opcji call, które
mogły się aktywować np. po osłabieniu złotego do 3,6 za euro z ceną
wykonania 3,4 generując w sposób nagły duże zobowiązania. Ocenia się, że
straty ogółem sięgną kilku miliardów złotych, przy czym światło dzienne
ujrzy tylko część strat zanotowanych przez spółki akcyjne zobowiązane do
publikacji raportów okresowych.
6. Islandia
Iceland czyli dosłownie kraj lodu. Zlodowacenie przybrało wybitnie ostrą
formę w postaci - nie oszukujmy się - bankructwa państwa. Gejzery kredytów
musiały się kiedyś wyczerpać. Przed początkiem końca aktywa islandzkiego
sektora bankowego zbliżyły się do 10-krotności tamtejszego produktu
krajowego. Banki począwszy od prywatyzacji sektora w 2000 r. dokonywały
ekspansji na rynkach zagranicznych, przy czym w ostatnich latach mocno
wzrósł odsetek finansowania zagranicznego. Wszystko zdawało się dobrze
funkcjonować dopóki waluta tego 320-tysięcznego wyspiarskiego tygrysa nie
zaczęła popadać w tarapaty. Kulminacja dramatu nastała wraz z jesiennym
globalnym załamaniem, choć symptomy zagrożenia pojawiły się już wcześniej.
6 października 2008 r. premier Islandii w swej odezwie do narodu
przestrzegł przed możliwością bankructwa państwa. Równocześnie podjęto akcję
nacjonalizacji zagrożonych banków (Glitnir, Landsbanki, Kaupthing).
Gwałtownie wzrosło napięcie w relacjach z Wielką Brytanią, której obywatele
nie mogli wycofać depozytów z Landsbanki. Inflacja i stopy procentowe
osiągnęły dwucyfrowe poziomy (odpowiednio 12 i 15,5 proc.), a w mediach
pojawiły się nawet pogłoski o rosyjskim ratunku dla tonącej wyspy.
Międzynarodowy Fundusz Walutowy wyasygnował 2,1 mld euro na stabilizację,
choć ocenia się że potrzebne jest drugie tyle z nawiązką. Cały ten
rozgardiasz spowodowany nadmiernym lewarowaniem wywołał protesty społeczne,
a indeks giełdy w Reykjaviku OMX-15 spadł 14 października po wznowieniu
handlu o 76 proc.
7. (Akcyjny) upadek Nowej Europy
Pamięta ktoś jeszcze wielki szum inwestycyjny wokół wspaniałych,
perspektywicznych, mających dać ponadprzeciętne zyski rynków krajów tzw.
Nowej Europy? Byłoby wspaniale, gdyby kampanię tę uruchomiono najpóźniej w
2005 r. W rzeczywistości manię tę medialnie sprowokowano w czerwcu 2007 r.,
a nastawione na prowizję ze sprzedaży jednostek funduszy gadające głowy z
branży TFI wieściły świetlaną przyszłość tej klasy aktywów.
Wrodzona niechęć do zachowań stadnych sprowokowała mnie w listopadzie
2007 r. do opracowania materiału pt. „Spóźnieni poszukiwacze zysków”, w
którym m. in. odsłaniałem gromadzące się czarne chmury nad opanowanymi przez
bąble spekulacyjne rynkami Nowej Europy. Polakowi-szarakowi który dał się
wciągnąć w tłumną nagonkę każdej zainwestowanej złotówki pozostało ledwie
dwadzieścia kilka groszy. Utopijne wizje kokosowych zysków rozpierzchły się
wskutek krachu, który niedoszłe zyski przekuł w straty sięgające - w
zależności od giełdy - nawet 70 proc.
Dzieła zniszczenia dokonało załamanie kursów walut tych krajów względem
dolara i euro (np. skok z 5 na 10 hrywien za dolara). Dotkliwie ucierpiały
niedawne bałtyckie tygrysy: Łotwa i Estonia, których niedawne dwucyfrowe
tempo rozwoju przerodziło się w recesję naznaczoną spadkiem PKB o 4-5 proc.
Tutaj był nieco podobny mechanizm jak w Islandii, tzn. posiłkowano się zbyt
łatwo dostępnym kredytem, pompując bańki na lokalnych rynkach nieruchomości
i ogólnie przegrzewając gospodarki. Giełdy w Tallinie i Rydze spadły w ciągu
roku o ok. 70 proc., podobny jest wymiar poakcesyjnej bessy w Rumunii i
Bułgarii.
Nie lepiej jest na Ukrainie, której PKB wedle i tak ostrożnych prognoz
skurczy się w 2009 r. o 5 proc. (mówi się też o spadku o 7 proc.) Załamanie
w przemyśle stalowym oraz niepewna sytuacja polityczna stanowią tło dla
inflacji przekraczającej 20 proc. Fatalnie sytuacja wygląda w uzależnionej
od przemysłu surowcowego Rosji, która systematycznie dewaluuje rubla. Giełdy
w Moskwie tąpnęły o blisko 80 proc. w ciągu pół roku, co się nie przypadkowo
zbiegło z coraz ostrzejszą retoryką geopolityczną władz na Kremlu.
Operacja w Gruzji okazała się bardzo kosztowna, gdyż w samym pierwszym
tygodniu po ofensywie z Rosji odpłynęło przynajmniej 15 miliardów dolarów.
Od tamtego czasu rezerwy walutowe topnieją w oczach: z 600 mld dol. jeszcze
w sierpniu do ok. 450 mld obecnie. Mnożą się zatory płatnicze w
przedsiębiorstwach, co rodzi ryzyko społecznej destabilizacji kraju. W
przyszłym roku zagości deficyt budżetowy rzędu 70 mld dolarów. Kurczą się
majątki rosyjskich oligarchów, którzy w każdym przypadku nieposłuszeństwa
wobec władz mogą zostać wydziedziczeni. Nie widać specjalnie mocnych
przesłanek, aby Nowa Europa stała się hitem inwestycyjnym w nadchodzącym
roku, choć nie można wykluczyć silnych korekcyjnych odreagowań.
Podsumowanie podsumowania
W grudniu 2007 r. napisałem, że w obecnym, mijającym roku żadnych cudów
na kształt drugiej Irlandii nie będzie i faktycznie nie było. Nie było ich
także w skali globalnej, gdzie zwyciężyły zimne realia gospodarcze zaklęte w
niskich odczytach kluczowych zmiennych makroekonomicznych. I to do nich
giełdom przyszło się dostosować, bo przecież nie ogon macha psem.
Kapitalizacja giełd uszczuplona w ciągu roku o 40, 50 czy więcej procent to
niebagatelny, niszczycielski wyczyn, po którym w naturalny sposób oczekuje
się odreagowania. Mijający rok można nazwać czasem prawdy, który ujawnił
toksyczny wpływ na całe gospodarki piętrzących się przez długie lata
patologii w sektorze finansowym. Każdy brak umiaru ostatecznie okazuje się
zgubny, a ogromny wymiar strat jest zasługą przerośniętego rynku
instrumentów pochodnych. Czy normalne jest, aby był on kilkadziesiąt razy
większy niż realna gospodarka mierzona wytworzonym produktem?
W najbliższym roku cudów również nie będzie, no chyba że ziści się
zapisany w budżecie 3,7-procentowy wzrost PKB. Na pocieszenie można dodać,
iż będzie również dalszych bessowych fajerwerków w obserwowanej dotąd skali.
Z drugiej strony, na pewno w oczy nie zajrzy nam nuda, gdyż każde większe
szarpnięcie indeksów w górę będzie rodziło pytania o nadejście nowej hossy.
W najbliższej zimowej perspektywie przyjdzie rynkom przełknąć fatalne dane z
USA, na czele z nadal rosnącym bezrobociem oraz odczytem PKB za ostatni
kwartał 2008. Co do tej ostatniej statystyki pytanie nie jest natury: czy
spadnie ale: o ile spadnie - mówi się nawet o 6 proc. W takiej sytuacji nie
powinna dziwić jeszcze jedna silna fala spadkowa, sprowadzająca indeks Dow
Jones Industrial Average poniżej 7000 pkt. Na naszej giełdzie ujawniony
zostanie rozmiar zniszczeń poczynionych przez chybioną spekulację opcjami
walutowymi i niektóre spółki mogą tego nie przetrwać.
Jeśli październikowe dołki miałyby zostać poprawione, to stanie się to
raczej w pierwszej połowie roku. W dłuższym horyzoncie jednak bardzo niskie
stopy sprowokują kapitał do zainteresowania się akcjami kosztem obligacji.
Zatem w dalszej części roku może istnieć pole do popisu dla tzw. smart money,
czyli trafnych i długoterminowo zyskownych inwestycji wyprzedzających
działania tłumu. Pośród ogółu rozstrzelonych prognoz wszelakiego rodzaju
można być w miarę pewnym jednego wyniku: strumień danin dla państwa z tytułu
podatku giełdowego w najbliższych latach dramatycznie wyschnie, co tym
bardziej zrodzi pytania o zasadność tego obciążenia w kontekście kosztów
jego egzekucji.
Islandzka giełda najgorsza na świecie pod względem wyników w tym
roku
(PAP)
Islandzka
giełda była w tym roku najgorszym rynkiem na świecie, jeśli chodzi o
wyniki - straciła 94 proc. wartości, w lokalnej walucie - podaje BBC News na
stronie internetowej.
Giełdy w Wilnie i Serbii straciły w lokalnej walucie po 71 proc. wartości, w
Bułgarii 80 proc., w Zjednoczonych Emiratach Arabskich 72 proc., na Ukrainie
73 proc., w Rumunii 70 proc., Słowenii 68 proc., Wietnamie 67 proc., a
grecka giełda straciła 66 proc. wartości.
BBC News podaje, że rynki w środkowo-wschodniej Europie dominują w lidze
spadających indeksów.
W USA na Dow Jones największy spadek odnotował GM - o 89 proc., Citigroup o
79 proc. i Alcoa o 74 proc. Tylko Wal-Mart i McDonalds zanotowały wzrosty
kursów, odpowiednio o 13 proc. i o 0,5 proc.
W Japonii najgorsze straty poniosły spółki z sektora motoryzacyjnego (Isuzu
- spadek o 79 proc.), software (CSK - spadek o 87 proc.) i elektronicznego (Pioneer
- spadek o 86 proc.)
Najlepsze wyniki w tym roku osiągnęła giełda w Tunezji ze wzrostem wartości
o 10 proc.
Na liście najlepiej radzących sobie w tym roku giełd znalazła się Kostaryka
ze spadkiem wartości o 4 proc., Maroko minus 6 proc., Wenezuela minus 9
proc., Słowacja minus 19 proc., Liban minus 21 proc., Chile minus 23 proc.,
Meksyk minus 25 proc. i RPA ze spadkiem wartości o 27 proc.
Rosja wstrzymała dostawy gazu na Ukrainę, tranzyt do UE na razie bez
zakłóceń
(PAP)
Rosja całkowicie wstrzymała w czwartek dostawy gazu na Ukrainę,
wskazując na długi Kijowa i otwartą kwestię cen tego surowca na 2009 r.
Gazprom zapewnia, że do UE gaz jest dostarczany tranzytem przez Ukrainę w
zakontraktowanej ilości 300 mln metrów sześciennych na dobę.
Premier Donald Tusk powiedział, że w Polsce "póki co" gazu nie zabraknie. UE
wzywa Rosję i Ukrainę do dotrzymania zobowiązań w sprawie dostaw oraz
apeluje o dalsze negocjacje między Moskwą a Kijowem. O rozstrzygnięcie sporu
w kwestii dostaw gazu i o ich wznowienie zaapelowały do Rosji i Ukrainy
Stany Zjednoczone. Także Gazprom mówi, że chce kontynuowania negocjacji.
Strona ukraińska twierdzi, że negocjacje gazowe zerwali Rosjanie.
Gazprom ostrzegał wcześniej, że nie zostanie podpisana żadna umowa na
dostawy gazu na Ukrainę w 2009 roku, jeśli Kijów nie spłaci ponad 2 mld USD
długów (należności za dostawy w 2008 roku wraz z odsetkami karnymi). Z kolei
Ukraina uznała proponowaną przez Rosję cenę 250 USD za tysiąc metrów
sześciennych za zbyt wysoką. Dotychczas cena ta wynosiła 179,5 USD.
Premier Donald Tusk, odnosząc się do informacji o wstrzymaniu przez Gazprom
dostaw gazu na Ukrainę, mówił w niedzielę w TVN24: "Polska jest w sytuacji
bezpiecznej - o ile w ogóle można mówić o pełnym bezpieczeństwie w relacjach
energetycznych z Rosją. Ale jesteśmy w sytuacji takiej jak inne kraje
europejskie, jesteśmy rzetelnym płatnikiem, wobec nas nikt nie ma żadnych
zastrzeżeń".
Tusk dodał, że "ewentualnie pojawi się problem logistyczny, skoro przez
Ukrainę ten gaz w dużej mierze do nas płynie, może być kłopot natury
technicznej".
"Mamy spore zapasy (gazu). Jeśli - mam nadzieję - nie będzie jakichś
szczególnie polarnych warunków, to nawet gdyby pojawiły się jakieś kłopoty,
w tym tranzycie (gazu) przez Ukrainę, na razie mogę uspokoić wszystkich
rodaków, że gazu póki co nie zabraknie" - podkreślił premier.
Ekspert rynku paliw i gazu Andrzej Szczęśniak ocenił w rozmowie z PAP, że
jeśli konflikt rosyjsko-ukraiński w sprawie gazu będzie się przeciągał, to
jego skutki może odczuć także Polska.
"Sytuacja jest potencjalnie groźna, konflikt może się zaostrzyć i
przeciągać, a to może wpłynąć na ograniczenie dostaw gazu do Polski, a my
mamy o wiele mniejsze zapasy gazu niż inne kraje UE. Gdyby okazało się, że
zima będzie mroźna, Polska może mieć problem. UE nic nie grozi, Rosji zależy
na dobrym wizerunku" - podkreślił Szczęśniak.
Dodał, że w przeciwieństwie do innych państw UE, Polska jest krajem, do
którego gaz dociera "bocznym przyłączem" i z tego powodu w przypadku
długotrwałego wstrzymywania dostaw na Ukrainę nasz kraj może mieć problemy.
Jego zdaniem Rosji będzie jednak zależało na wznowieniu dostaw gazu na
Ukrainę, która jest obecnie dla niej "równorzędnym partnerem".
Czeskie przewodnictwo UE oraz Komisja Europejska wezwały Rosję i Ukrainę do
dotrzymania zobowiązań w zakresie dostaw rosyjskiego gazu przez Ukrainę do
krajów UE. We wspólnym komunikacie wyrażono ubolewanie z powodu braku
rozwiązania "handlowego sporu między Gazpromem a Naftohazem" wokół dostaw
gazu z Rosji na Ukrainę.
Unijny komisarz ds. energii Andris Piebalgs po raz kolejny zapewnił, że KE
uważnie śledzi rozwój wydarzeń. KE i czeskie przewodnictwo są w kontakcie
zarówno ze stroną rosyjską, jak i ukraińską. "UE ufa, że może wierzyć w
zapewnienia, iż dostawy gazu do UE nie będą zakłócone, co będzie dowodem
wiarygodności jej dostawców gazu" - zaznaczył.
Zapewnienie, że mimo sporu z Rosją zakłóceń w dostawach rosyjskiego gazu dla
UE nie będzie, złożyła w środę w telefonicznej rozmowie z szefem KE Jose
Barroso premier Ukrainy Julia Tymoszenko.
Wcześniej do szefa KE zadzwonił także premier Rosji Władimir Putin, by - jak
poinformowała KE w komunikacie - "wyjaśnić problemy w dostawach gazu między
Rosją a Ukrainą oraz możliwe konsekwencje dla Europy".
Rosja zapewnia jedną czwartą unijnego zapotrzebowania na gaz; 80 proc.
dostaw idzie przez Ukrainę.
"Mamy nadzieję, że Rosja i Ukraina będą w stanie rozstrzygnąć spór dotyczący
zadłużenia i warunków dostaw w sposób przejrzysty i zgodny z zasadami
rynkowymi" - napisał rzecznik Białego Domu Gordon Johndroe w oświadczeniu.
"Dopływ energii na Ukrainę i do reszty Europy oparty na przejrzystych
zasadach rynkowych jest sprawą zasadniczą dla stabilności i wiarygodności na
regionalnym i globalnym rynku energetycznym" - podkreślił.
Negocjacje w sprawie dostaw gazu dla Ukrainy zostały zerwane z winy Rosjan -
oświadczył Bohdan Sokołowski, pełnomocnik prezydenta Wiktora Juszczenki ds.
bezpieczeństwa energetycznego. "Inicjatorem przerwania rozmów była strona
rosyjska" - powiedział.
W czwartek rano Juszczenko i premier Tymoszenko we wspólnym oświadczeniu
podkreślili, że Ukraina w pełni uregulowała długi wobec Rosji za gaz
dostarczony w 2008 r.
W przesłanym PAP dokumencie ukraińscy przywódcy zaznaczyli, że nie mogą
zgodzić się na cenową propozycję Gazpromu. "Według naszych obliczeń (...)
cena rosyjskiego gazu dla Ukrainy powinna wynosić 201 USD za 1000 m sześc.,
a stawka jego tranzytu przez terytorium Ukrainy (do UE - PAP) nie powinna
być niższa niż 2 USD za 1000 m sześc. na odcinku 100 kilometrów" - napisali
Juszczenko i Tymoszenko.
Przesył gazu do Polski przez Ukrainę przebiega bez zakłóceń, ciśnienie gazu
w punkcie zdawczo-odbiorczym w Drozdowiczach jest w normie - zapewniła w
czwartek PAP rzeczniczka operatora gazociągów przesyłowych Gaz-System
Małgorzata Polkowska. Zaznaczyła, że w razie zakłóceń w dostawie Gaz-System
wyda odpowiedni komunikat.
Także firmy energetyczne w Niemczech, Francji, Rumunii i Austrii informują w
czwartek, że nie zaobserwowały zmniejszenia dostaw rosyjskiego gazu.
Na jakich stanowiskach i w jakich firmach
najlepiej pracować, gdy dekoniunktura zmusza pracodawców do cięcia
kosztów zatrudnienia? Opinia, że najbezpieczniej jest w dobrych,
zyskownych spółkach, w warunkach globalizacji nie musi być prawdziwa.
Nawet jeśli firma będąca częścią globalnej grupy świetnie sobie radzi w
Polsce, i tak mogą ją dotknąć zwolnienia zaplanowane w światowej
centrali - czytamy w "Rzeczpospolitej".
- Na pewno bezpieczniej jest w sektorach, które są blisko potrzeb
społecznych, a więc w usługach komunalnych, w transporcie publicznym - mówi
Andrzej Woźniakowski z Instytutu Pracy i Polityki Społecznej.
O stabilność zatrudnienia nie muszą się martwić pracownicy administracji
państwowej i samorządowej - nadal może ona liczyć na zastrzyk pieniędzy z UE.
Wsparcie pieniędzmi z Brukseli zwiększa także bezpieczeństwo w firmach
pracujących przy unijnych projektach.
W miarę bezpiecznie mogą czuć się kadry naturalnych monopoli - dostawców
gazu, wody, energii - zwłaszcza tych silnie uzwiązkowionych. Cięcia nie
powinny też dotknąć budżetówki.
W prywatnym sektorze najbezpieczniejsi są producenci artykułów codziennego
użytku. W miarę bezpieczni są pracownicy centrów finansowo-księgowych i
badawczych międzynarodowych korporacji. O zamówienia łatwiej będzie w dużych
firmach, ze znaną marką - te nie będą musiały zwalniać ludzi.
Na pierwszy ogień cięć kosztów często idą PR i promocja. Stabilna jest praca
w działach, gdzie trudniej o porównywanie efektywności - w IT czy marketingu
można się tłumaczyć polską specyfiką. Ostatnie z pokładu schodzą działy kadr
i księgowość, różnie może być w działach sprzedaży.
Na razie jest jednak o wiele za
wcześnie by stwierdzić, czy trzykrotne obniżenie stóp procentowych przez SNB w
odstępie zaledwie kilku tygodni (od 8 października) łącznie o 200 pkt do
przedziału 0,5-1,5 proc. faktycznie przełoży się na dostępność
kredytów we frankach. Jak do tej pory tego typu działania zdawały się nie
mieć wpływu na dostępność CHF np. dla polskich banków, nie przeszkodziło to
także we wzroście notowań franka, zarówno wobec złotego jak i dolara czy euro.
Z pewnością jednak można powiedzieć, że
działania SNB mają pewien wpływ na sytuację osób zadłużonych we frankach
szwajcarskich, ponieważ ich umowy kredytowe w zdecydowanej większości opierają
się na wysokości oprocentowania kredytu o stopę LIBOR. Osoby, które jeszcze w
sierpniu miały kredyty oprocentowane na 4,3 proc., po dzisiejszej obniżce będą
mogły mieć kredyt oprocentowany nawet na 2,3 proc. (jeśli LIBOR faktycznie
spadnie o kolejne 100 pkt bazowych), co oznaczałoby spadek rat o ok. 22 proc., w
praktyce równoważąc wzrost notowań franka o 25 proc. (z 2 do 2,5 PLN) jaki
dokonał się w tym samym czasie.
O ile sytuacja posiadaczy kredytów we frankach wydaje się w tym kontekście
relatywnie dobra (trzeba pamiętać, że wzrost zadłużenia jaki dokonał się po
wzroście kursu CHF pozostaje na nie zmienionym poziomie), to należy przyjąć
konserwatywne założenie wobec możliwości zwiększenia dostępności kredytów w CHF
mimo działań podjętych przez NBP i SNB przynajmniej w najbliższych miesiącach.
Bowiem to nie kwestia wysokości stóp procentowych w bankach centralnych jest
podstawą obecnego kryzysu na rynkach finansowych, lecz brak zaufania między
instytucjami komercyjnymi.
Również obecni posiadacze kredytów w CHF muszą pamiętać, że o ile wzrost rat
wynikający z wyższego kursu walutowego jest odczuwalny niemal natychmiast (w
dniu spłaty raty), to efekt obniżki stóp procentowych i stóp LIBOR jest
odczuwalny z kilkumiesięcznym opóźnieniem.
Produkcja przemysłowa wzrosła w
październiku o 2,9 proc. wobec poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym
zwiększyła się o 0,2 proc. wobec wzrostu o 6,8 proc. (po korekcie) we wrześniu,
podał Główny Urząd Statystyczny w komunikacie.
"Po wyeliminowaniu wpływu czynników o charakterze
sezonowym produkcja sprzedana ukształtowała się na poziomie na poziomie o 0,5
proc. wyższym niż w analogicznym miesiącu ub. roku i o 0,7 proc. niższym w
porównaniu z wrześniem br." - czytamy w komunikacie GUS.
W okresie styczeń-październik tego roku wzrost produkcji przemysłowej wyniósł
6,0 proc.
Produkcja budowlano-montażowa wzrosła w październiku o 12,7 proc. m/m i wzrosła
o 10,5 proc. w ujęciu rocznym. We wrześniu jej wzrost wyniósł 13,2 proc. r/r,
natomiast w okresie styczeń-październik - 14,4 proc.
Analitycy spodziewali się, że produkcja przemysłowa w tym okresie wzrosła
średnio o 1,8 proc. r/r. Oczekiwania wahały się od -0,4 proc. proc. do 5,7 proc.
.
W stosunku do października ub. roku wzrost produkcji sprzedanej odnotowano w 13
(spośród 29) działach przemysłu m.in. w produkcji sprzętu i urządzeń radiowych,
telewizyjnych i telekomunikacyjnych - o 40,5 proc. , maszyn i urządzeń - o 20,7
proc. , koksu i produktów rafinacji ropy naftowej - o 4,1 proc. , wyrobów z
metali - o 2,5 proc. , wyrobów gumowych i z tworzyw sztucznych - o 2,2 proc. ,
wyrobów z pozostałych surowców niemetalicznych - o 2,2 proc. , podano także.
Wyszczególnienie
zmiany w %
m/m
r/r
Produkcja ogółem
2,9
0,2
Górnictwo
-3,7
-8,3
Przetwórstwo przemysłowe
2,5
1,3
Energia elektr, gaz i woda
13,8
-9,7
Przedsiębiorstwa budowlane
12,7
10,5
Ceny produkcji sprzedanej przemysłu w październiku 2008 roku spadły o 0,3 proc.
wobec poprzedniego miesiąca, a w ujęciu rocznym zwiększyły się o 2,4 proc. wobec
2,3 proc. (po korekcie) we wrześniu, podał GUS.
Ceny produkcji budowlano-montażowej wzrosły o 0,1 proc. m/m i o 3,2 proc. w
ujęciu rocznym. We wrześniu zwiększyły się o 3,6 proc. r/r.
Analitycy spodziewali się, że ceny produkcji sprzedanej w tym okresie
ukształtują się na poziomie 2,3 proc. r/r. Ich oczekiwania wahały się od 1,7
proc. do 2,7 proc.
UniCredit obniżył cenę docelową dla Lotosu do 0 zł(PAP)
Analityk UniCredit Robert Rethy obniżył
cenę docelową jednej akcji Lotosu do zera z 25 zł i podtrzymał rekomendację
"sprzedaj". Zdaniem analityków, jest ponad 50-proc. prawdopodobieństwo, że Lotos
może nie przetrwać w obecnej strukturze.
W raporcie UniCredit o Lotosie, Rethy przyznaje,
że nie jest w stanie w wiarygodny sposób wyznaczyć wartości dla akcji gdańskiej
spółki.
"Widzimy ponad 50-proc. prawdopodobieństwo, że
Lotos może nie przetrwać w obecnej strukturze, a w takiej sytuacji posiadacze
akcji mogą stracić większość lub całość swoich pieniędzy" - napisano w raporcie
UniCredit z 21 listopada, do którego dotarła PAP.
Zdaniem analityka, Lotos może zostać uratowany
przez polski rząd lub PKN Orlen, ale ryzyko jest zbyt duże dla takich
spekulacji.
"Teoretycznie Lotos może zbankrutować, ale rząd
nie pozwoli mu umrzeć. Mniejszościowi akcjonariusze nie powinni z tym jednak
wiązać wielkich nadziei. Banki, z zastawami na całości aktywów, będą miały
pierwszeństwo" - napisał Rethy.
"Uważamy, że zastrzyk gotówki z rządu jest
nieprawdopodobny. Może jednak przybyć rycerz na białym koniu. Czy po latach
starań przejmie go za darmo PKN Orlen? (po przejęciu całości zadłużenia)" -
dodał.
Zdaniem Roberta Rethy'ego problemem Lotosu jest
jego ogromne zadłużenie związane m.in. z realizacją programu modernizacji
rafinerii 10+.
"Teoretycznie Lotos ma dostęp do około 2,1 mld
USD linii kredytowej, zabezpieczonej na obecnych i przyszłych aktywach
rafineryjnych. Obecnie dług netto spółki wynosi "zaledwie" 2,2 mld zł, ale
spodziewamy się, że wzrośnie do 5,5 mld zł w 2011-12 roku" - napisał Rethy w
raporcie UniCredit.
Analityk UniCredit prognozuje, że na koniec 2008
roku Lotos będzie miał 22 mln zł zysku netto, a w 2009 roku zysk gdańskiej
spółki wzrośnie do 216 mln zł.
"2008 rok będzie bardzo słaby, praktycznie bez
zysku netto, gdyż straty wzrosną w czwartym kwartale. Spodziewamy się
niewielkich zysków w latach 2009-11, ale jakiekolwiek zaburzenia makro mogą
zagrozić zyskom" - napisał.
Rethy spodziewa się, że w czwartym kwartale 2008
roku Lotos będzie miał ponad 400 mln zł straty netto.
Rzecznik Komisji Nadzoru Finansowego Łukasz
Dajnowicz powiedział, że KNF analizuje "sprawę raportu UniCredit i przebieg
notowań pod kątem ewentualnej manipulacji kursem Lotosu".
"Sprawdzamy również zgodność postępowania
UniCredit z przepisami dotyczącymi rekomendacji" - dodał Dajnowicz.
Rzecznik ministerstwa skarbu Maciej Wewiór
powiedział, że resort nie będzie komentował raportu Unicredit.
Inwestorzy bardzo nerwowo zareagowali
na raport UniCredit. Od początku poniedziałkowej sesji kurs akcji rafinerii
mocno traci. O 10.27 akcje spółki notowały 16,79 proc. spadek, za jedną płacono
11,35 zł.
Tymoszenko zagwarantowała tranzyt gazu do
Europy Zachodniej 24.11.Kijów (PAP) - Premier Ukrainy Julia Tymoszenko zapewniła
w poniedziałek, że tranzyt rosyjskiego gazu do państw Europy Zachodniej będzie
odbywać się bez przeszkód.
"W ciągu wielu lat ani razu nie naruszyliśmy
naszych zobowiązań dotyczących tranzytu. Ukraina jest solidnym partnerem i
tranzyt nie zostanie przerwany" - powiedziała podczas rządowej narady w Kijowie.
Wcześniej ukraińskie media podały, że rosyjski monopolista Gazowy poinformował,
iż przygotował skargę na Ukrainę do sądów międzynarodowych w związku z
niespłacaniem przez Kijów zadłużenia za dostawy gazu.
Według Gazpromu dług ten wynosi 2,4 mld dolarów. Ukraińcy twierdzą tymczasem, że
nie mają zadłużenia wobec Gazpromu, lecz wobec pośrednika w handlu gazem między
Rosją a Ukrainą - spółki RosUkrEnergo (RUE), należącej do Gazpromu i
ukraińskiego biznesmena Dmytra Firtasza.
Ukraiński operator gazowy Naftohaz ocenił, że dług ten jest niemal o połowę
mniejszy i wynosi 1,27 mld dolarów.
Nie zważając na to, delegacja Naftohazu na polecenie Tymoszenko w trybie pilnym
udała się w poniedziałek do Moskwy.
Do szybkiej spłaty długów za dostarczany z Rosji gaz wezwał w ubiegłym tygodniu
prezydent Ukrainy Wiktor Juszczenko.
W poniedziałek jego przedstawiciel Ołeksandr Szłapak ocenił, że rosyjskie
roszczenia mają podtekst polityczny.
Podobnie uważa ukraiński ekspert do spraw energetycznych Mychajło Honczar.
Jak powiedział w ubiegłym tygodniu w rozmowie z prywatną agencją informacyjną
UNIAN, sprawa zadłużenia za gaz to odpowiedź Moskwy na dążenia Ukrainy do
uznania Wielkiego Głodu z lat 30. ubiegłego stulecia za ludobójstwo (Rosja jest
temu przeciwna).
Jest to także "histeryczna reakcja" na zaplanowane na grudzień spotkanie
ministrów spraw zagranicznych NATO, podczas którego Ukraina będzie się ubiegać o
przyznanie jej Planu Działań na rzecz Członkostwa w tej organizacji (ang. MAP) -
podkreślił Honczar.
W poprzednich latach podobne rosyjsko-ukraińskie spory gazowe doprowadzały do
ograniczania przez Moskwę dostaw gazu dla Kijowa, co wpływało na tranzyt tego
surowca do Europy.
OECD prognozuje największą od ćwierćwiecza
recesję (PAP, dd/25.11.2008, godz.
11:57)
Opublikowany dziś raport Organizacji
Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) ostrzega, że należące do niej kraje
stoją w obliczu najpoważniejszej recesji od wczesnych lat 80., czego skutkiem
będzie znaczny wzrost bezrobocia.
Według ukazującego się co pół roku przeglądu "OECD
Economic Outlook", zsumowany produkt krajowy brutto tej organizacji spadnie w
przyszłym roku o 0,4 proc., podczas gdy w 2008 roku wzrośnie o 1,4 proc. Na rok
2010 przewiduje się natomiast
wzrost gospodarczy
na poziomie 1,5 proc. Wynosząca obecnie 34 mln liczba bezrobotnych w strefie
OECD zwiększy się w ciągu dwóch najbliższych lat do 42 mln.
OECD skupia 30 demokratycznych państw o rozwiniętej gospodarce rynkowej, w tym
od roku 1996 Polskę.
Jak podaje raport, w 2009 roku Stany Zjednoczone odnotują spadek PKB o 0,9 proc.
po tegorocznym wzroście o 1,4 proc. W 2010 roku ich PKB ma się zwiększyć o 1,5
proc.
Dla strefy euro OECD prognozuje spadek PKB o 0,6 proc. w 2009 roku i wzrost o
1,2 proc. w roku 2010. Tegoroczny wzrost gospodarczy państw tego obszaru ma
wynieść 1,0 proc.
Jak głosi raport, gospodarka Japonii o tegorocznym wzroście o 0,5 proc. dozna w
przyszłym roku spadku o 0,1 proc., a w roku 2010 odnotuje wzrost o 0,6 proc.
Nie będzie odrolnienia działek w miastach - weto
prezydenta
(PAP, msu /12:27)
Prezydent Lech Kaczyński zawetował
nowelizację ustawy o ochronie gruntów rolnych i leśnych, przewidującą
odrolnienie wszystkich gruntów rolnych w miastach.
Projekt nowelizacji przygotowała sejmowa komisja
"Przyjazne
Państwo". W pierwotnej wersji zmian odrolnieniu miały podlegać tylko grunty
rolne w klasach IV-VI. Tym samym tylko te tereny zostałyby uwolnione dla
procesów
inwestycyjnych. Pod koniec października samorządowcy sprzeciwiali się
proponowanym zmianom.
W uzasadnieniu prezydent wspomniał o dezaprobacie samorządowców oraz o wniosku o
weto, które wystosowało do niego Towarzystwo Urbanistów Polskich i Prezydium
Komitetu Przestrzennego Zagospodarowania Kraju Polskiej dkreślił prezydent, według ekspertów, wejście w życie ustawy w
proponowanym przez parlament kształcie, przy nieskutecznym systemie planowania
przestrzennego, może doprowadzić m.in. do dewastacji cennych przyrodniczo
fragmentów krajobrazu, wzrostu ruchu samochodowego i niekontrolowanego rozwoju
budownictwa.
KE odebrała Bułgarii 220 mln euro
(PAP, dd/25.11.2008, godz. 14:33)
Komisja Europejska definitywnie odebrała
we wtorek Bułgarii 220 mln euro unijnych funduszy z powodu niewystarczającej
walki z korupcją - poinformowała rzeczniczka KE Kristina Nagy.
"To pierwszy przypadek w historii UE, kiedy
krajowi zostają odebrane unijne fundusze" - powiedziała rzeczniczka.
Chodzi o fundusze przedakcesyjne PHARE i ISPA, do których Bułgaria, która weszła
do UE w 2007 roku, miała wciąż prawo. KE zamroziła je (wraz z innymi
przedakcesyjnymi funduszami na ogólną kwotę ponad pół miliarda euro) w lipcu,
żądając od Bułgarii, by poprawiła systemy walki z przestępczością zorganizowaną
i korupcją. Zdaniem Komisji, Bułgaria tych wymogów nie spełniła.
"220 mln euro wraca do budżetu UE" - powiedziała Nagy.
"Przyznajemy, że zostały podjęte pewne kroki w celu poprawy zarządzania
funduszami i kontroli ich wydawania. Większość z nich to jednak tylko zapowiedzi
przyszłych działań, które dotąd nie przyniosły konkretnych rezultatów" -
wyjaśniła.
KE chce, by utrata funduszy zmobilizowała rząd w Sofii do bardziej energicznego
zwalczania korupcji i przestępczości zorganizowanej. "Mamy nadzieję, że Bułgaria
w pilnym trybie wprowadzi konieczne środki" - powiedziała Nagy.
Pozostałe fundusze przedakcesyjne pozostają zamrożone i Bułgarii wciąż grozi ich
utrata. Rzecznik ds. polityki regionalnej Dennis Abbott zastrzegł, że
"niekoniecznie" musi to dotyczyć funduszy strukturalnych i spójności
przewidzianych dla Bułgarii w latach 2007-13 w łącznej wysokości 11 mld euro.
Nie są też zagrożone środki przyznane Bułgarii na przygotowania do wejścia do
strefy Schengen.
Z wrześniowego raportu Transparency International wynika, że Bułgaria jest
najbardziej skorumpowanym krajem UE, a korupcja pogłębia się, mimo
przynależności tego kraju do UE. W październiku rząd przyznał, że w 2007 roku
prywatne firmy otrzymały prawie połowę zamówień państwowych wartości ok. 1,5
mld euro dzięki łapówkom albo "nieprawidłowościom". Łapówki sięgają w Bułgarii
nawet 20 proc. wartości umowy.
Suma, którą państwo traci na takich zleceniach, jest porównywalna z tą, którą
Bułgaria mogła otrzymać w 2008 roku z funduszy przedakcesyjnych, gdyby Komisja
Europejska ich nie zamroziła.
Sejm uchwalił w środę ustawę o funduszach dożywotnich
emerytur kapitałowych. Za uchwaleniem ustawy opowiedziało się 212 posłów,
przeciw 185, wstrzymały się 2 osoby.
Ustawa przewiduje utworzenie zakładów emerytalnych wypłacających dożywotnie
emerytury kapitałowe. Fundusze dożywotnich emerytur kapitałowych mają być
zarządzane przez zakłady emerytalne działające w formie spółek akcyjnych.
Mają one powstać dopiero za 5 lat i po raz pierwszy wypłacać będą emerytury w
2014 r. Za zarządzanie funduszem będą mogły pobierać opłatę - maksymalnie 3,5
proc. wypłacanych emerytur.
Jak zwykle będę Was próbował zachęcić do
inwestowania na swoją (i nie tylko) przyszłość. Na inwestycje długoterminowe
może pozwolić sobie prawie każdy z nas bo w przeciwieństwie do inwestycji
krótkoterminowych nie wymagają one od nas wielkich jednorazowych nakładów
finansowych. Jak zapewne wiecie naszym największym sprzymierzeńcem w tego typu
inwestycjach jest czas (im wcześniej zaczynamy tym lepiej), oraz regularne
inwestowanie. Ten czas o którym piszę to po prostu "procent składany" inaczej
"odsetki od odsetek".
Drugim, ale bardzo ważnym plusem inwestycji
długoterminowych jest to że nie musimy na bieżąco ich śledzić, co pozwala nam
spać spokojnie, a spokój psychiczny to nasz sprzymierzeniec w inwestowaniu.
Jedyną rzeczą o której musimy pamiętać to to aby regularnie inwestować w wybrane
wcześniej instrumenty finansowe (lokata, obligacje, akcje, fundusze
inwestycyjne, swój biznes, nieruchomości, itp.). Jeśli ktoś ma słabą pamięć to
polecam złożenie zlecenia stałego ze swojego rachunku bankowego, albo ustawienie
sobie przypomnienia w telefonie komórkowym.
Dotychczas regularnie inwestuję (już ponad 3 lata) tylko w fundusz SKARBIEC
Akcji, odkładam po 100-300 zł. każdego miesiąca. Inwestowałem też w inne
fundusze ale jak potrzebowałem kasy to sprzedałem wszystkie ju. i śladu po nich
nie ma... Podobnie było z akcjami, kupowałem i sprzedawałem, traciłem i
zarabiałem.
Wczoraj postanowiłem, że zadbam jeszcze lepiej o moją przyszłość i zakupiłem
akcje spółki TVN. Postanowiłem sobie, że będę je regularnie dokupował każdego
miesiąca i nie sprzedam ich przed upływem 20 lat (no mogę sprzedać ale całą kasę
przeznaczę np. na inna spółkę). Na początek kupiłem 50 akcji TVN na samym
zamknięciu sesji, płacąc po 22,80 zł. za sztukę.
Kolejną inwestycją jaką rozpocząłem wczoraj był zakup funduszu LEGG MASON
Akcji. Złożyłem zlecenie nabycia tych jednostek za 200 zł. Obecna cena jednej ju.
to około 360 zł. więc za moje 200 zł. nie nabędę nawet 1 ju., ale nie to jest
ważne, ważne jest to że będę spokojnie dokupował jednostki każdego miesiąca.
Podobnie zaczynałem dokładnie 04,09,2004r. z funduszem SKARBCA. Po pierwszym
nabyciu wartość mojego portfela wynosiła 500 zł. a dzisiaj beż żadnego wysiłku
wartość mojego SKARBCA akcji to kilkanaście tysięcy złotych. Te kilkanaście
tysięcy powstało z kilku stówek odkładanych regularnie każdego miesiąca.
Odkładajcie min. 10% Waszych miesięcznych przychodów a za
20-30 lat będziecie dumni z tego, że właśnie w kwietniu 2008 roku zaczęliście
inwestować na przyszłość. Tak więc do zobaczenia za te 20-30 lat, spotkamy się
gdzieś na wyspie na drugim końcu świata :)
Chyba każdy z widział już reklamę z "MaTysiakami"
w roli głównej. Nikt nie pogardziłby pewnie też dodatkowym "tysiakiem" jak już
przejdziemy na emeryturę? a jak w rzeczywistości wygląda dodatkowa
emerytura w banku ING? Postanowiłem sprawdzić co nie co..
u Państwa maTysiaków inwestycja na dodatkową
emeryturę jest Indywidualnym Ubezpieczeniem Emerytalnym, a nazywa się to
dokładnie "Emerytura Premium" Jest to taki jakby plan systematycznego oszczędzania - połączone
ubezpieczenie na życie z
inwestycjami w fundusze inwestycyjne.
Klient podpisując umowę zobowiązuje się do stałych wpłat na
swoje ubezpieczenie. Minimalna kwota miesięcznej składki to 350 zł.
(i 400 zł. jak mamy więcej niż 40 lat). Maksymalny wiek do którego możemy
przystąpić do programu to 50 lat. Inwestujemy do 60go roku życia, później ING
wypłaca nam nasze pieniążki.
Możemy oczywiście wypłacić swoje pieniądze wcześniej, ale jeśli
zechcemy to zrobić po roku oszczędzania (na koncie będzie już
4200 zł.) to dostaniemy tylko 50% wartości tego co tamy uzbierane w
funduszu. Jeśli zrezygnujemy z umowy:
- po 2
latach, dostaniemy 80% wartości naszej inwestycji
- po 3 latach, dostaniemy 90% wartości naszej inwestycji
- po 4 latach, dostaniemy 95% wartości naszej inwestycji
- po 5 latach, dostaniemy 99% wartości naszej inwestycji
- po 6 latach i dalej, dostaniemy 100% wartości naszej inwestycji
Ogólnie jeśli będziemy rezygnować z tego programu to może okazać
się, że dostaniemy mniej niż (w zależności od okresu uczestnictwa w programie,
odpowiednio 50, 80, 90, 95, 99, 100) % naszych składek, ponieważ fundusz
inwestycyjny może ponieść straty w tym czasie, a także od naszych składek cały
czas pobierane są jeszcze inne opłaty:
1. Opłata za zawarcie i wykonywanie umowy ubezpieczenia -
opłata przeznaczona na pokrycie kosztów związanych z zawarciem umowy i jej
obsługą. 2. Opłata administracyjna - opłata za administrowanie umową
ubezpieczenia i jest to na dzień dzisiejszy prawie 10 zł. na miesiąc 3. Opłata za zarządzanie - opłata za zarządzanie funduszami
jako procent wartości aktywów ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych naliczana
codziennie, pobierana podczas wyceny jednostek uczestnictwa (to tak samo jak
sami inwestujemy sobie w fundusze inwestycyjne, jest to oplata dla instytucji
zarządzającej funduszem) 4. Opłata operacyjna - opłata operacyjna jako procent wartości
aktywów ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych pobierana od niektórych funduszy
poprzez odpisanie z rachunku głównego lub z rachunku lokacyjnego odpowiedniej
liczby jednostek uczestnictwa danego funduszu. 5. Opłata za ryzyko ubezpieczeniowe (wysokość tej składki
uzależniona jest od tego do jakiej grupy ryzyka śmierci się kwalifikujemy, czyli
im jesteśmy młodsi tym mniejsze składki bo mniejsze prawdopodobieństwo że szybko
umrzemy). 6. Opłata manipulacyjna. Występuje ona wtedy jak przenosimy
sobie nasze środki pomiędzy różnymi funduszami (np. inwestujemy w funduszu
akcyjnym, a nagle stwierdzamy że to dla nas za duże ryzyko i przenosimy całą
kasę do funduszu pieniężnego lub na odwrót). Opłaty te to za każdym razem
0,3% przenoszonych ju. funduszu, ale nie mniej niż 9 zł. i nie
więcej niż 72 zł.
Gdybyśmy umarli zanim skorzystamy z naszej kasy to środki
zostaną przekazane osobie, którą wskażemy w umowie.
Klient ma do wyboru prawie 30 różnych funduszy, w które
inwestowane będą jego składki. Oczywiście można wybierać pomiędzy wszystkimi
kategoriami funduszy (bezpieczne, zrównoważone, agresywne), i można zmieniać
wiele razy w roku swoje strategie inwestycyjne (max. 6 razy w roku).
Towarzystwa funduszy (do wyboru) które będą inwestowały nasza
kasę to:
Podsumowując: Ja tam osobiście wolę sam sobie odkładać na swoją emeryturę,
unikam wtedy prawie wszystkich opłat, które występują w tym programie ING,
dodatkowo wpłacam ile chcę i kiedy chcę (mogę wpłacać co tydzień po 50 zł, a i
mogę wpłacić sobie 10 tys. zł. raz na rok). Mogę też inwestować w znacznie
więcej funduszy inwestycyjnych, mam też możliwość odkładania części środków na
lokatach i rachunkach oszczędnościowych.
Bardzo też nie lubię słowa "ubezpieczenie na życie" - dla mnie
to całkowicie bezsensowna sprawa, co mi po pieniądzach jak umrę (jeśli będę
inwestował samodzielnie to do mojego majątku i tak będzie miała prawo moja
rodzina więc po co mi ubezpieczenie? czy ma być to nagroda dla mojej rodziny za
moją śmierć?)
Inwestując z maTysiakami mamy nad sobą bat, co może być wielkim
atutem dla niektórych osobników, ponieważ wielu z nas dobrowolnie nic sobie nie
odłoży (tłumacząc to brakiem pieniędzy) a jak jest mus i kara to jakoś
znajdujemy pieniądze na naszą dodatkową emeryturkę. Ten obowiązek płacenia
składek jest chyba jedynym duży plusem tej inwestycji (oczywiście dla słabo
niezmotywowanych osób). Inwestując samodzielnie zawsze brakuje nam pieniędzy aby
"zapłacić
najpierw sobie" (to sformułowanie używane często przez
Roberta Kiyosaki w jego nagraniach edukacyjnych oraz
książkach z serii Bogaty Ojciec).
Tak czy inaczej, lepiej jest zmienić nazwisko na
maTysiak, niż nie robić nic.. Jak dożyjemy do emerytury, będziemy
bardzo mile zaskoczeni, zarówno inwestując samemu jak i z \"Emeryturą Premium\"
czy innymi, nawet baaardzo prostymi
planami inwestycyjnymi.
Jeszcze raz zachęcam wszystkich do odkładania na SWOJĄ przyszłą
emeryturę (nie mam w tym żadnego interesu finansowego, nikt mi za to nie
zapłaci, robię to z bo chcę dla siebie jak i dla Was dobrze). Pomyślcie o swojej przyszłości już TERAZ!. Wczoraj już minęło,
dzisiaj zaraz się skończy, a to co nas czeka będzie właśnie w przyszłości i
lepiej jak będziemy wtedy w dobrej sytuacji finansowej. Jak szkoda Wam kasy na
inwestycje to istnieją też inne sposoby na dodatkową emeryturę, i to takie w
których
nie musimy inwestować prawie żadnych własnych pieniędzy, a po 30 latach
będziemy się mogli cieszyć dodatkową emeryturą.
i coś dla pesymistów: 50, 100, 200 czy 400 zł. odkładane co miesiąc nie pogorszy
komfortu Waszego obecnego życia, więc nie mówcie, że inwestowanie na dodatkową
emeryturę sprawi, że będziemy wegetować w najlepszych latach naszego życia.
Złote Myśli ruszyły dzisiaj
z akcją świąteczną "Prawdziwe
prezenty zmieniające życie". Wystartowali tak wcześnie, z uwagi
na lawinę przesyłek, które zaleją pocztę tuż przed nadchodzącymi świętami. Na
dodatek jest to oferta specjalna, bo kupując wcześniej, kupuje się taniej i
dostaje więcej. Do każdego zamówienia Wasz
Klient dostanie całkowicie za darmo specjalną płytę CD,
zawierająca książkę "Bliżej
Sukcesu" w wersji elektronicznej PDF oraz audio MP3!
Główny nacisk w akcji stawiany będzie na przekazaniu ludziom przesłania, że:
Prawdziwy prezent to taki, który faktycznie niesie za
sobą cenną wartość. Prezent, który ma szanse zmienić życie drugiego
człowieka na lepsze, wartościowsze, cenniejsze. W tym
celu przygotowali nam do promocji interesujące pakiety książek drukowanych:- Zmieniający życie
- Dla kochanej Mamy
- Dla Przyjaciela
- Dla głowy Rodziny
- Dla Młodych Rodziców
- Dla Ucznia/Studenta
Jeśli nie jesteście jeszcze
partnerami Złotych Myśli,
zostańcie nimi już teraz. Cały proces rejestracji zajmie Wam tylko kilka minut
-
pp.ZloteMysli.pl. Organizator tego programu partnerskiego wydał już ponad
900 tys. zł. na prowizję dla swoich partnerów, do końca tego roku będzie to
już pewnie 1 milion złotych.
Radzę przygotować się do akcji jak najlepiej. Pamiętajcie, że grudzień to
miesiąc w którym każdy wydaje najwięcej pieniędzy w roku. Dlaczego nie
mielibyśmy na tym zarobić? Początkującym i Potrzebującym chętnie udzielę
wsparcia.
a tu coś do promocji na szybko:- szatę graficzną pakietów
znajdziecie na specjalnej stronie
Swieta.ZloteMysli.pl (klikamy prawym i zapisujemy grafikę na kompie)- świąteczny baner
przygotowany przez bardziej doświadczonego partnera (Cinek), wisi tam
http://im.xo.pl/ks/na_swieta_755x90.gif (można hotlinkować)- fragmenty książek w
postaci
darmowych eBooków znajdziecie
TUTAJ
(oczywiście lepiej wygenerować swoje eBooki, ale jak się komuś nie chce..)
- dodatkową pomoc
znajdziecie też na stronie promowanej przez wyżej wymienionego kolegę Cinka -
Pomocne
Programy Złotych Myśli (na prawdę warto tam zajrzeć) Pozdrawiam i życzę dużych
prowizji (sobie także oczywiście), a do dyskusji o
programie partnerskim Złotych Myśli zapraszam na
forum :)Damian
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Kredyt z dopłatą państwa dla młodych małżeństw i nie tylko
- rata przeciętnego kredytu z dopłatą może być niższa o 800 zł od raty
kredytu złotowego
- pożyczka z dopłatą jest udzielana w złotych
- spłata kredytu wspomagana jest przez państwo przez pierwsze 8 lat
- państwo dopłaca tylko do kredytów zaciąganych na tanie mieszkania
- obecnie 9 tys. osób korzysta z dopłat do kredytów mieszkaniowych
- łączna wartości
kredytów z dopłatą wynosi nieco ponad 1 mld złotych
Na podpis prezydenta czeka nowelizacja ustawy o finansowym wsparciu dla rodzin w
nabywaniu własnego mieszkania. Gdy wejdzie ona w życie, liczba mieszkań na
rynkach pierwotnym i wtórnym, które można kupić z wykorzystaniem kredytu z
dopłatą do odsetek, powinna wzrosnąć.. czyli pewnie łatwiej będzie zaciągnąć nam
taki kredyt (no ja to już nie zaciągnę, ale wszystkim polecam - "jak dają to
brać").
Nie będę tutaj się rozpisywał, ale jak kogoś interesuje temat to w artykule
http://blogpi.pl/czytaj/news/678 są odpowiedzi na różne pytania oraz
wyszczególnione zostało kto może starać się o taki
kredyt z dopłatą (ja jak już pisałem
nie mogę
)
Darmowe ogłoszenia drobne - Darmowe
ogłoszenia drobne z całej Polski. Reklamuj się za darmo. Bez logowania i
rejestracji. Dodaj swoje ogłoszenie błyskawicznie w 30 sekund. Podaj link do
swojej strony internetowej i za darmo pozyskaj nowych Klientów.
Otwarte seminarium - każdy może być
bogaty. Inwestuj w nieruchomości z minimalnym lub zerowym wkładem własnym.
Zapraszamy na nasze otwarte seminarium.
Inwestowanie w nieruchomości -
Zapraszamy na otwarte seminarium z zakresu inwestowania w nieruchomości z
minimalnym lub zerowym wkładem własnym. Zdobądź wolność finansową inwestując w
nieruchomości. Bogaci inwestują w nieruchomości.
Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec - forum -
Nie pracuj za pieniądze, to pieniądze mają pracować dla Ciebie. Bogaty Ojciec,
Biedny Ojciec, strona poświęcona bestsellerom Roberta Kiyosaki. Dzięki nim
staniesz się finansowo wolnym człowiekiem.
Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec - forum -
Nie pracuj za pieniądze, to pieniądze mają pracować dla Ciebie. Bogaty Ojciec,
Biedny Ojciec, strona poświęcona bestsellerom Roberta Kiyosaki. Dzięki nim
staniesz się finansowo wolnym człowiekiem.
Otwarte seminarium nieruchomości - Jak
pokazuje tabela miesięczna rata spadła mimo wzrostu procent spowodowanego
podwyżkami stóp procentowych przez Bank Szwajcarii. Inwestowanie w
nieruchomości.
Ogłoszenia drobne z Polski - Kurs
franka szwajcarskiego spadł dziś poniżej poziomu 2 PLN. To dobra informacja dla
tysięcy kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyt w tej walucie.
Darmowe ogłoszenia drobne -
Reklamuj się za darmo w internecie. Dodaj błyskawicznie swoje ogłoszenie, bez
konieczności rejestracji i logowania
Darmowe ogłoszenia drobne - Darmowe
ogłoszenia drobne z całej Polski. Reklamuj się za darmo. Bez logowania i
rejestracji. Dodaj swoje ogłoszenie błyskawicznie w 30 sekund. Podaj link do
swojej strony internetowej i za darmo pozyskaj nowych Klientów.
Darmowe drobne - Reklamuj się za darmo
w internecie. Dodaj błyskawicznie swoje ogłoszenie, bez konieczności rejestracji
i logowania
Inwestycje w nieruchomości Otwarte seminarium
- każdy może być bogaty. Inwestuj w nieruchomości z minimalnym lub zerowym
wkładem własnym. Zapraszamy na nasze otwarte seminarium. Rzecznik prasowy GL,
Marcin Zachowicz poinformował, że decyzja norweskiego ministerstwa stanowi
podstawę do uzyskania licencji poszukiwawczo-wydobywczych na norweskim szelfie
kontynentalnym.
Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec - forum
- Nie pracuj za pieniądze, to pieniądze mają pracować dla Ciebie. Bogaty Ojciec,
Biedny Ojciec, strona poświęcona bestsellerom Roberta Kiyosaki. Dzięki nim
staniesz się finansowo wolnym człowiekiem. Pewnego dnia 1996 roku jedno z moich
dzieci wróciło do domu rozczarowane szkołą. Syn był znudzony i zmęczony nauką. -
Dlaczego muszę spędzać czas na uczeniu się czegoś, czego nigdy w życiu nie będę
stosował? - protestował.
forum discjockey - forum dla Disc
Jockey, gramofony, światła, sety. Wymień się doświadczeniami z najlepszymi DJ w
Polsce
forum muzyka
- forum dla Disc Jockey, gramofony, światła, sety. Wymień się doświadczeniami z
najlepszymi DJ w Polsce. Poznański klub Terytorium należy z pewnością do tych
najbardziej lubianych wśród wielkopolskiej publiczności.
Islandia, mały wyspiarski kraj na
Atlantyku, trafiła w sam środek międzynarodowej zawieruchy finansowej.
Islandzka korona leciała na łeb na szyję, więc zamrożono jej kurs. Bankom
komercyjnym groziła niewypłacalność, więc rząd je znacjonalizował.
Islandczycy liczą teraz na 4 mld euro pożyczki od Rosji
Islandia od lat uchodziła za oazę spokoju.
Turystów na liczącą 103 tys. km kw. wyspę przyciągają lodowce i gejzery.
Gospodarka Islandii opiera się na rybołówstwie, przetwórstwie aluminium. Liczący
nieco ponad 300 tys. mieszkańców kraj jest jednym z najbogatszych na świecie. W
nadziei na lepsze życie wyemigrowało tam wielu Polaków (ich liczbę szacuje się
tam na 7-12 tys.).
Ale bardzo dużą rolę w gospodarce odgrywają też tamtejsze banki, i to właśnie
one doprowadziły Islandię ma skraj przepaści. Trzy największe - Kaupthing,
Glitnir czy Landsbanki - nie mając możliwości ekspansji w Islandii, chętnie
rozwijały swoją działalność za granicą. Otwierały swoje filie m.in. w Wielkiej
Brytanii czy w innych krajach skandynawskich. Ich aktywa obecnie
dziewięciokrotnie przewyższają PKB Islandii (PKB wynosi 14 mld euro).
Jeszcze kilka lat temu zagraniczni inwestorzy
chętnie inwestowali w Islandii - budowali nowe zakłady, m.in. huty aluminium.
Rząd tego kraju był wiarygodnym partnerem, a agencje ratingowe nadały Islandii
wysokie oceny wiarygodności kredytowej. Jednak szybko rozwijająca się gospodarka
zaczęła się przegrzewać. Wysoki import spowodował niebezpieczny wzrost deficytu
na rachunku obrotów bieżących, który dla inwestorów jest sygnałem rosnącej
nierównowagi w gospodarce. Co więcej, niezwykle mocno wzrosło zadłużenie
zagraniczne Islandczyków, którzy masowo brali
kredyty w obcych walutach.
- Stoimy przed realną możliwością, że nasza gospodarka zostanie wessana w
globalne zawirowania, co mogłoby się skończyć narodowym bankructwem - ostrzegał
w poniedziałek wieczorem islandzki premier Geir Haarde. Co to może oznaczać? -
Zazwyczaj wiąże się to z czasowym zawieszeniem spłaty długu publicznego, czyli
państwowego zadłużenia. Może się zdarzyć zajmowanie mienia danego kraju za
granicą. Ale nie oznacza to, że komornik zajmuje szkoły czy szpitale - mówi
prof. Witold Orłowski, doradca PricewaterhouseCoopers.
Jak się zaczęły problemy banków w Islandii? - Były po prostu zbyt duże jak na
małą islandzką gospodarkę. Działały jak normalne banki inwestycyjne. Za bardzo
angażowały się w operacje poza Islandią - mówi Bartosz Pawłowski, strateg z TD
Securities w Londynie, firmy zajmującej się doradztwem na rynku kapitałowym dla
instytucji i rządów. Globalny kryzys na świecie spowodował, że instytucje
finansowe przestały islandzkim bankom pożyczać pieniądze albo pożyczały je
bardzo drogo. A to wpędziło wyspiarskie banki w tarapaty. - Te banki mogły po
prostu upaść. Na gwałt potrzebowały pieniędzy - ocenia Pawłowski.
Nic więc dziwnego, że islandzkie władze już w zeszłym tygodniu znacjonalizowały
trzeci co do wielkości bank komercyjny Glitnir. Wczoraj podobnie postąpiły z
drugim - Landsbanki. Największy - Kaupthing - dostał 500 mln euro pożyczki od
banku centralnego. Dodatkowo władze zagwarantowały 100 proc. depozytów bankowych
Islandczyków. Problem w tym, że wysoko oprocentowane
lokaty w islandzkich bankach skusiły także około 300 tys. brytyjskich
obywateli, którzy teraz muszą martwić się o swoje oszczędności (sięgają 5,1 mld
euro). We wtorek Icesave - internetowy bank należący do Landsbanki - ogłosił, że
jego 200 tys. klientów na Wyspach Brytyjskich nie może czasowo wypłacać
pieniędzy ze swoich kont.
Mała, słabnąca gospodarka stała się podatnym gruntem dla spekulantów, którzy
zaczęli wyprzedawać islandzką koronę. W ciągu ostatniego roku wyspiarska waluta
drastycznie osłabiła się w stosunku do euro - rok temu za euro płacono około 85
koron, na początku tego tygodnia już prawie 200. To w dużym stopniu spowodowało
wzrost cen importowanych towarów. A to podbiło gwałtownie inflację, która w
drugiej połowie 2007 r. zaczęła gwałtownie rosnąć (obecnie jest na poziomie 14
proc.).
Islandzki rząd, by powstrzymać spadek wartości korony, wezwał do sprzedaży
zagranicznych aktywów banków i sprowadzenia z powrotem do kraju oszczędności
emerytalnych przyszłych islandzkich emerytów. Wczoraj władze zdecydowały o
zamrożeniu kursu korony na poziomie 131 koron za euro i przywiązaniu go do
koszyka innych walut. - Nie wiem tylko, jak sobie poradzą z utrzymywaniem kursu
korony na tym poziomie, bo mają bardzo małe rezerwy walutowe - mówi Pawłowski.
Islandczycy liczą, że z pomocą przyjdzie im.... Rosja. We wtorek rano w świat
poszła informacja, że Islandia dostanie od Rosji kredyt na 4 mld euro. Pieniądze
te zwiększyłyby walutowe rezerwy i pomogłyby bankowi centralnemu w odkupywaniu
koron, gdyby inwestorzy w dalszym ciągu chcieli się ich pozbywać. W ten sposób
można by utrzymać stabilność kursu walutowego.
Rosyjski minister finansów powiedział, że jego rząd dostał prośbę o pomoc. -
Pozytywnie patrzymy na tę prośbę. Wynik będzie znany po negocjacjach -
powiedział Alexei Kudrin. Wcześniej islandzki premier na konferencji powiedział,
że jest rozczarowany, że jego kraj nie dostał żadnej pomocy "od przyjaciół". Nie
powiedział, jakie kraje ma na myśli, ale można się domyślać, że chodziło o kraje
europejskie lub USA. Dlaczego Rosja chce pomóc małej Islandii? Na razie krążą
tylko spekulacje. Pożyczka dla należącej do NATO Islandii mogłaby pomóc Rosji
poszerzyć jej polityczną strefę wpływów.
- Islandczycy nie dadzą sami rady rozwiązać swoich problemów. Będzie musiał im
pomóc Międzynarodowy Fundusz Walutowy - ocenia Lars Christensen, główny
ekonomista Danske Bank. Ale Islandia na razie tę pomoc odrzuca.
Zdaniem prof. Witolda Orłowskiego Islandia z kryzysu wyjdzie, ale nauczką dla
niej będzie, że czasy samotnych małych dobrze prosperujących krajów mogą się
kończyć. - Islandia najpewniej złoży więc wniosek o członkostwo w Unii
Europejskiej - mówi Orłowski. Choć sami Islandczycy woleliby wejść tylko do
strefy euro (choć to niemożliwe) - członkostwo w UE jest im nie na rękę ze
względu na unijne ograniczenia w połowie ryb.
(Gazeta Wyborcza)
- - - - - - -
Światowy kryzys finansowy
uderzył w rynek kredytów hipotecznych. Skutkiem tego będzie spadek cen
nieruchomości. Jak długo on potrwa? Kiedy najbardziej opłaci się
zakup własnego mieszkania?
Michał Macierzyński z serwisu Bankier.pl
przedstawił 11 przyczyn, które muszą doprowadzić do obniżki cen:
- Statystyki dotyczące rynku nieruchomości
często nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. Łatwo nimi manipulować. Rzekomo
mamy w Polsce deficyt powierzchni mieszkaniowej. Narodowy spis powszechny z 2002
ustalił, że brakowało nam 1,7 mln nieruchomości. Ale tylko milion w miastach
- to tam działają deweloperzy. Co ciekawe, między 2002 a 2008 oddano tu do
użytku 825 tysięcy mieszkań. Czyli prawie tyle, na ile oceniano potrzeby.
- Wiele osób chce kupić mieszkanie, ale nie
stać ich na to. To tak zwany popyt zgłaszany, a nie realny.
- Banki nie będą już tak chętnie udzielać
kredytów. Kryzys finansowy nauczył je ostrożności. Skończą się więc pożyczki na
120% wartości nieruchomości, w atrakcyjnych walutach. Mniej ludzi będzie
stać na mieszanie, spadnie więc popyt, a wraz z nim ceny.
- Wzrosną stopy procentowe. PRNews pisze:
Stopa WIBOR3M
wynosi już ponad 6,7%! To o 0,7 pp więcej niż oficjalna stopa ustalona przez RPP.
Stopa LIBOR3M to natomiast już 3% i wzrosła w ciągu kilku dni o 0,25 pp.
- Wielu potencjalnych kredytobiorców, słysząc o
kryzysie i niestabilności, wstrzyma się zapewne z decyzją o zakupie mieszkania.
Opóźni ją o kilka miesięcy, a może nawet o parę lat. To także zmniejszy
popyt.
- Komisja Nadzoru Finansowego zaostrzy swoją
politykę. Nowa rekomendacja "T", która pojawi się najprawdopodobniej jeszcze w
tym roku zmieni zasady przyznawania kredytów.
- Jeśli zmniejszy się liczba klientów banki
podniosą marże. Będą za wszelką cenę chciały utrzymać zyski na dotychczasowym
poziomie. W ten sposób odstraszą kolejnych klientów.
- Pogorszy się sytuacja deweloperów, którzy
ucierpią z powodu ograniczonej płynności finansowej i trudniejszego
dostępu do kredytów.
- Nadchodzące spowolnienie gospodarcze może
doprowadzić do obniżenia pensji, wzrostu bezrobocia i spadku siły
nabywczej Polaków.
- Zmniejszy się zainteresowanie zagranicznych
inwestorów, którzy do niedawna kupowali najlepsze mieszkania - często
po kilka sztuk od jednego dewelopera.
- Rosnąca inflacja także obniży realne ceny
mieszkań - nawet jeśli teoretycznie pozostaną one na tym samym poziomie.
Z przygotowanego przez PRNews zestawienia
wynika, że wreszcie - po kilku latach szaleństwa - koszt metra kwadratowego
zacznie mocno spadać. Nie oznacza to jednak, że
więcej Polaków będzie sobie mogło pozwolić na zakup mieszkania. Ograniczony
dostęp do kredytów sprawi, że na kryzysie zyskają najbogatsi - ludzie
zdolni wyłożyć na przykład 20-30% ceny nieruchomości.
- - - - - - -
Do przyszłego poniedziałku gliwicka
fabryka Opla wstrzymała produkcję samochodów, kierując załogę do innych
zadań. Kolejną przerwę zaplanowano na ostatnią dekadę października.
Powodem jest spadek sprzedaży aut w Europie.
"Przerwa produkcyjna jest podyktowana
koniecznością elastycznego reagowania na sytuację rynkową. Musimy dostosować
produkcję do spadającego w Europie Zachodniej popytu na nowe
samochody" - wyjaśnił we wtorek PAP Wojciech Osoś z działu prasowego General
Motors Poland.
Podkreślił, że dotychczas gliwicki zakład nie odczuwał spadku popytu - do końca
sierpnia jego produkcja była o 16 proc. większa, niż w tym samym czasie
ubiegłego roku.
W ciągu ośmiu miesięcy 2008 r. z linii produkcyjnych zjechało ponad 135 tys.
aut. Dziś trudno jednak prognozować, czy w całym 2008 r. produkcja przekroczy
ubiegłoroczny poziom 187 tys. samochodów. Ok. 95 proc. produkcji trafia na
eksport.
"Liczymy, że spadki popytu będą krótkotrwałe i rynek odbuduje się. Na razie
jednak musimy dostosować się do sytuacji rynkowej" - powiedział Osoś.
Przypomniał, że w 10-letniej historii zakładu zdarzały się już podobne przerwy,
podobnie jak okresy, kiedy - aby zaspokoić duży popyt - pracownicy pracowali w
nadgodzinach.
Kolejną przerwę produkcyjną zaplanowano między 20 a 31 października. Oznacza to,
że linie produkcyjne zakładu będą nieczynne w sumie przez trzy robocze tygodnie
października.
Osoś zaznaczył, że w czasie trwania przerwy produkcyjnej załoga fabryki (wraz z
kooperantami to ok. 2,8 tys. osób) normalnie przychodzi do
pracy. W tym czasie pracownicy wykonują inne czynności, odbywają też
szkolenia; za październik otrzymają wynagrodzenia w pełnej wysokości. Koncern
General Motors nie myśli na razie o redukcji zatrudnienia w fabryce.
"Kontynuowane są również przygotowania związane z planowanym na przełom lat 2009
i 2010 uruchomieniem produkcji samochodu kompaktowego nowej generacji, czyli
nowej astry. Bierze w tym udział część pracowników" - powiedział Osoś.
Obecnie w gliwickiej fabryce produkowane są modele: astra III sedan, astra II
clasic i zafira.
Gliwicki zakład nie jest jedyną fabryką Opla, która w związku ze spadkiem
sprzedaży aut musiała ograniczyć produkcję. Niemiecka prasa informowała
wcześniej, że koncern General Motors czasowo wstrzymał pracę zakładów w Bochum i
Eisenach w Niemczech.
Według informacji Ososia, w wielu krajach Europy Zachodniej nastąpiły w ostatnim
czasie nawet ok. 20-procentowe spadki sprzedaży nowych samochodów, np. w
Hiszpanii, Włoszech, Irlandii i Wielkiej Brytanii.
(PAP)
- - - - - - -
Polacy nadal nie będą mogli
pracować legalnie w Austrii. Austriacki rząd nie chce otworzyć rynku
pracy przed rokiem 2011 obawiając się wzrostu konkurencji.
Stanowiska austriackiego rządu nie zmieniły
dzisiejsze negocjacje Vladimira Szpidly, komisarza Unii Europejskiej do spraw
zatrudnienia, które odbyły się w Wiedniu.
Austria wystąpi do władz unijnych o maksymalne wykorzystanie okresu
przejściowego do roku 2011. Wiedeń obawia się napływu emigrantów z nowych krajów
członkowskich Unii, a co za tym idzie większego bezrobocia. Przeciw otwarciu
rynku pracy wypowiadają się przede wszystkim austriackie związki zawodowe oraz
izby rolnicze i gospodarcze.
Otwarcie rynku zaakceptowali jedynie przedstawiciele izby przemysłowej. W
Austrii bezrobocie wynosi zaledwie 4 procent, ale Austriacy, którzy graniczą aż
z czterema nowymi krajami Unii są najbardziej sceptycznym narodem Wspólnoty
wobec dalszego poszerzenia Unii.
(IAR)
- - - - - - -
Pod znakiem panicznej wyprzedaży akcji
przebiegały poniedziałkowe sesje na dwóch największych giełdach w Rosji -
RTS i MICEX. Ich indeksy spadły do poziomu z jesieni 2005 roku. Na obu
parkietach kilkakrotnie wstrzymywano handel, by ostudzić emocje.
Ostatecznie wskaźnik RTS runął o 19,10 proc. i
wyniósł 866,39 pkt. Natomiast indeks MICEX zjechał o 18,66 proc. - do poziomu
752,00 pkt. W wypadku RTS był to największy jednodniowy spadek w historii tego
indeksu, czyli od 1995 roku. Natomiast w wypadku MICEX - największy od 1997
roku.
Najbardziej potaniały papiery największych banków i koncernów paliwowych Rosji:
Vneshtorgbanku (VTB) - 24,50 proc., Rosnieftu - 24,00 proc., Gazpromu - 20,03
proc., Łukoilu - 19,77 proc. i Sbierbanku - 15,68 proc.
Rekord - 30,16 proc. - należał jednak do Norylskiego Niklu, kontrolowanego przez
oligarchę Olega Deripaskę. W piątek stracił on pakiet 20 proc. akcji
kanadyjskiego koncernu samochodowego Magna, kupiony w 2007 roku za kredyt w
wysokości 1,4 mld dolarów, zaciągnięty pod zastaw tych papierów w zachodnich
bankach. Deripaska odmówił wpłacenia dodatkowego zabezpieczenia, wynikającego ze
spadku wartości tego pakietu.
W piątek indeks RTS stracił 7,09 proc., a MICEX - 5,28 proc.
Analitycy tłumaczą tę paniczną wyprzedaż wpływem sytuacji na zagranicznych
parkietach, dalszym spadkiem cen ropy naftowej i innych surowców na świecie,
wycofywaniem się
inwestorów zagranicznych z Rosji, a także brakiem płynności na rosyjskim
rynku.
Wiceminister rozwoju gospodarczego Andriej Klepacz oświadczył, że rząd pracuje
już nad kolejnymi krokami, zmierzającymi do ustabilizowania sytuacji na rynkach
finansowych. Nie zdradził jednak szczegółów.
Uczestnicy rynku walutowego szacują, że Centralny Bank Rosji (CBR) sprzedał w
poniedziałek około 5 mld dolarów, aby podtrzymać kurs rubla. Była to największa
interwencja CBR od wybuchu konfliktu w Osetii Południowej na początku sierpnia.
(PAP)
- - - - - - -
Tak źle nie było od czterech lat: Dow
Jones spadł poniżej 10 tys. punktów. Giełda w Nowym Jorku gwałtownie
spadła w reakcji na bessę na rynkach w Azji i Europie. Sytuację pogorszyły
też sygnały, że gospodarka nadal zwalnia tempo mimo uchwalenia w USA
rządowego planu ratowania
systemu finansowego kosztem 700 miliardów dolarów.
Wskaźnik Dow Jones zamknął się na poziomie
9955,5 i spadł o 3,58 proc. To najniższy poziom od prawie 4 lat. Spadek
zanotował też Nasdaq: o 4,34 proc. do poziomu 1862,96.
Natychmiast po rozpoczęciu transakcji na Wall Street wskaźnik Dow Jones (indeks
cen akcji 30 największych korporacji amerykańskich, tzw. Blue Chips) spadł o
ponad 300 punktów - poniżej 10 000 punktów, po raz pierwszy od 2004 r. W ponad
godzinę po otwarciu giełdy spadł przez chwilę o ponad 500 punktów, czyli o ok. 5
procent. Później spadki sięgały nawet 800 punktów.
Rynku finansowego nie uspokoiła nawet wiadomość, że Zarząd Rezerwy Federalnej
ogłosił w poniedziałek, że rozszerzy program pożyczek dla banków będących w
trudnej sytuacji.
Nie ufając akcjom, Amerykanie kupują teraz masowo obligacje skarbowe jako dużo
bezpieczniejszą lokatę swych oszczędności. Zadowalają się nawet rekordowo
niskimi - wskutek dużego popytu - zyskami z tej
inwestycji: zwrot z trzymiesięcznej obligacji spadł do 0,38 procent.
Środowiska finansowe mają nadzieję, że w obliczu krytycznej sytuacji Fed obniży
stopę procentową wraz z bankami centralnymi innych krajów. Oczekuje się sygnału
w tej sprawie we wtorek - tego dnia głos zabierze szef Fed, Ben Bernanke.
Nadzieje na obcięcie stopy opierają się na tym, że spowolnienie gospodarki
oznacza także zmniejszenie groźby inflacji. Cena ropy naftowej spadła poniżej 90
dolarów za baryłkę. Na recesję w USA wskazuje spadek sprzedaży niemal wszystkich
towarów i usług.
Na GPW także mocne przeceny: na zamknięciu WIG20 stracił 5,7 proc., a indeks WIG
ponad 5,4 proc.
Dużo mocniejsze spadki wystąpiły na giełdach w zachodniej Europie. Na
poniedziałkowym zamknięciu DAX zniżkował o 7,07 proc. do 5.387,01 pkt., CAC 40
spadł o 9,04 proc. do 3.711,98 pkt. FTSE 100 poszedł w dół o 7,29 proc. do
4.617,24 pkt.
(PAP)
- - - - - - -
Rząd chce rozwiązać problem zadłużenia
przeszło 112 tys. rodzin spłacających tzw. stare kredyty spółdzielcze -
dowiedziała się "Gazeta Wyborcza". Z informacji gazety wynika, że resort
infrastruktury dostał zielone światło przygotowaniu projektu ustawy w tej
sprawie.
W ramach operacji oddłużenia spółdzielców
budżet państwa miałby im ostatecznie darować przeszło 7 mld zł odsetek, które do
tej pory wykupił od
banków, głównie PKO BP. Jak dodaje "Gazeta Wyborcza" i tak ogromna większość
tych odsetek byłaby nie do wyegzekwowania.
Do spłacenia pozostałoby tym rodzinom ok. 693 mln zł kredytu, a więc średnio po
ok. 6,2 tys. zł, a także część z blisko 1,5 mld zł skapitalizowanych odsetek
bankowych. I właśnie z tymi odsetkami (od niespłacanych na bieżąco w czasach
hiperinflacji odsetek) jest kłopot. Okazuje się, że PKO BP najprawdopodobniej
nie miał prawa w tym przypadku ich naliczać. Wymagało to bowiem zgody
kredytobiorców, a tej bank od nich nie uzyskał. Jak donosi gazeta ministerstwo
zaproponuje "odkapitalizowanie" owych skapitalizowanych odsetek, innymi słowy -
częściową ich redukcję.
Więcej na ten temat - w dzisiejszej "Gazecie Wyborczej".
- - - - - - -
Operator, nawet w zamian za Iphone’a
za złotówkę, nie będzie mógł zmusić klienta do zawarcia kontraktu na okres
dłuższy niż dwa lata.
Użytkownik będzie miał prawo do zmiany firmy
telekomunikacyjnej z zachowaniem dotychczasowego numeru telefonicznego, a czas
przeniesienia numeru nie powinien być dłuższy niż jeden dzień. Abonenci
otrzymają też prawo do odstąpienia od umowy z operatorem telefonii komórkowej
już po upływie roku. Takie rozwiązania przyjął w zeszłym tygodniu Parlament
Europejski w tzw. pakiecie telekomunikacyjnym.
Zmiany te nie wszystkim przypadły do gustu. Operatorzy komórkowi nie są
zadowoleni.
– W Polsce klienci przywykli do subsydiowania telefonów przez operatorów. Dzięki
temu wiele nowoczesnych aparatów jest teraz oferowanych za symboliczną złotówkę
przy podpisywaniu umów na np. 36 miesięcy. Gdy taka możliwość zostanie odebrana,
telefony zdrożeją – tłumaczy Zbigniew Lazar z Polskiej Telefonii Komórkowej.
Pokonanie przepaści cyfrowej
Nie wszystkie postulowane przez Parlament Europejski zmiany dotyczą bezpośrednio
konsumentów. Do 2012 roku państwa członkowskie mają umożliwić nadawcom
telewizyjnym przejście na nadawanie cyfrowe. W projekcie dyrektywy i
rozporządzenia zaproponowano, by uwolnione w ten sposób częstotliwości zostały
przeznaczone na rozwój nowych usług. Częstotliwości zajmowane wcześniej przez
telewizję będą wykorzystane na szerokopasmowy dostęp do internetu lub mobilną
telewizję.
– Rozdzielenie zwolnionego widma radiowego pozwoli zmniejszyć różnice w dostępie
do technologii przez uprzywilejowanie obszarów zapóźnionych w informatyzacji.
Jednak nie należy zapominać o konieczności zapewnienia państwom członkowskim
pewnej autonomii, w tym zakresie uzasadnionej odmiennościami rynkowymi czy
kulturowymi. – komentuje Urszula Czarnomska-Bokowy z kancelarii Tomczak i
Partnerzy Spółka Adwokacka.
Jakie zmiany zostaną wprowadzone w zakresie zapewnienia ochrony danych
osobowych w sieci? Kto zajmie się ochroną przed spamem? Jakim nowym regulacjom
zostaną poddane numery alarmowe?
Więcej: Gazeta Prawna 3.10.2008 (194) – str.19
Katarzyna Wójcik-Adamska
- - - - - - -
Spowolnienie
gospodarcze w Europie może spowodować, że Polska dostanie mniej
pieniędzy ze środków unijnych na lata 2014-2020 - informuje
"Rzeczpospolita".
Wysokość unijnych funduszy pomocowych dla mniej
zamożnych krajów Europy jest bowiem powiązane ze składkami, jakie płacą
członkowie UE do wspólnego budżetu.
Tymczasem kraje Unii otwarcie żądają zmniejszenia swoich składek. Niemcy
zaproponowali niedawno zmniejszenie rocznego budżetu UE z 1 do 0,8 proc. PKB
całej Unii. Według gazety, jeśli propozycja ta zostałaby przyjęta, a wydatki na
lata 2014-2020 proporcjonalnie obcięte, to do Polski trafiłoby o 20 proc.
pieniędzy mniej niż oczekiwano.
Wiceminister rozwoju regionalnego Janusz Mikuła zapewnia na łamach "Rz", że rząd
zrobi wszystko, by do zmniejszenia wartości funduszy pomocowych dla Polski nie
doszło.
Eksperci twierdzą, że obniżenie składek do budżetu UE nie będzie proste, bo w
ślad za tym trzeba by zmniejszyć zakres działalności UE, a na to zgody polityków
na pewno nie będzie. Niektórzy wskazują, że w obliczu kryzysu może pojawić się
odwrotny pomysł - przeznaczenia dodatkowych środków na politykę spójności, by
wspierać unijną gospodarkę.
Oficjalne negocjacje na temat wydatków unijnych po 2013 r. rozpoczną się w
połowie 2009 r. Już teraz jednak Polska szuka sojuszników przeciw niekorzystnym
zmianom w budżecie Unii.
Co prawda już za niespełna trzy i pół miesiąca
uzyskanie tego typu dokumentu, który ma informować, z jakim zużyciem energii
trzeba się liczyć, stanie się obowiązkiem. Jednak w praktyce będą mogli go
zignorować właściciele istniejących nieruchomości. W obowiązującej ustawie nie
ma słowa o sankcjach z tego tytułu. A co ważniejsze, nie ma ich już także w
poprawkach, które zaproponuje Ministerstwo Infrastruktury w projekcie
nowelizacji. Dwa tygodnie temu informowaliśmy, że resort chce karać grzywną
tych, którzy np. wynajęliby mieszkanie lub dom bez świadectwa energetycznego.
Bez niego nie mogłaby też dojść do skutku żadna transakcja kupna-sprzedaży.
Problem w tym, że transakcji
nieruchomościowych jest kilkaset tysięcy rocznie. Zdaniem analityków w
przyszłym roku rynkowi nieruchomości groziłby paraliż, bo tak dużej liczby
świadectw energetycznych nie uda się sporządzić w krótkim czasie.
Z projektu zniknęła też poprawka, która groziła
tym, że warunki cenowe na rynku świadectw dyktowałaby kolejna korporacja
zawodowa. Ponieważ kwestię cen ustawa pozostawia rynkowi, więc chodzi o to, aby
był on konkurencyjny. Zgodnie z projektem zarobić będzie mógł każdy magister,
bez względu na rodzaj ukończonej uczelni. Warunek - przejdzie szkolenie i zda
egzamin państwowy albo ukończy co najmniej roczne studia podyplomowe na
kierunkach - architektura, budownictwo, inżynieria środowiska, energetyka lub
pokrewne w zakresie audytu energetycznego.
(Gazeta Wyborcza)
- - - - - - -
W ostatnich latach
odnotowano wzmożoną aktywność grup przestępczych działających w internecie.
Analitycy ostrzegają że, łatwo zostać mułem, który bierze udział w przestępstwie
sieciowym.
Często narzędziem wykorzystywanym w ich
działalności jest oparty na inżynierii społecznej phishing. Skutecznie
przeprowadzony atak tego rodzaju zapewnia pozyskanie przez przestępcę poufnych
danych ofiary: loginów, haseł, kodów PIN, numerów kart kredytowych -
oczywiście bez wiedzy i zgody atakowanego. Przestępcy, wykorzystując złośliwe
oprogramowanie lub poprzez wysyłanie spreparowanych wiadomości e-mail,
pozyskują dane niezbędne do wykonania operacji finansowych na kontach ofiar
(np. przelewów). Problem dotyczy klientów instytucji finansowych, najczęściej
banków, na całym świecie.
Jednym
z problemów, jakie napotykają przestępcy, jest transfer pieniędzy z rachunków
bankowych. Dlatego do tego celu wykorzystywane są osoby posiadające konta
osobiste - tzw. słupy lub muły, które przeważnie w sposób
nieświadomy uczestniczą w działalności przestępczej.
Przestępcy wykazują się bardzo dużą
pomysłowością - podszywają się pod przedstawicieli zagranicznych firm
i proponują różnym osobom nawiązanie intratnej współpracy, która polega m.in.
na przekazywaniu środków pieniężnych za granicę przy wykorzystaniu usługi
Western Union lub MoneyGram (światowych liderów na rynku szybkich
międzynarodowych przekazów pieniężnych).
Propozycja współpracy bardzo często jest
wysyłana jako wiadomość e-mail (spam).
Adresatami są również osoby, które umieściły
oferty pracy na stronach internetowych. Sposobów na pozyskanie słupów jest
znacznie więcej.
Firmy cyberprzestępców, które proponują taką
współpracę, przyjmują tożsamość przedsiębiorców zajmujących się handlem przez
internet, testowaniem systemów płatności itp. Oferty rozsyłane są przeważnie
w języku angielskim, dla uwiarygodnienia podany jest często adres strony
internetowej tej firmy.
Kluczowym elementem oferty jest możliwość
zarobienia w prosty sposób stosunkowo dużej kwoty pieniędzy. Zysk osoby, która
podejmie się takiej współpracy, wynosi około 5?10 proc. od transferowanej
kwoty. Przykładowo jeżeli zainteresowany otrzyma od pracodawcy wpływ na
rachunek w wysokości 10 tys. zł, przekazuje dalej 9 tys. zł, pozostawiając na
własnym rachunku 1 tys. zł. Kuszący zarobek w kilka minut aktywności. Wszystko
wygląda wiarygodnie, legalnie i zachęcająco. Mamy przecież XXI wiek, internet,
świat bez granic.
Oferta, z uwagi na to, że rozsyłana jest
w języku angielskim, adresowana jest do ludzi wykształconych - m.in.
dziennikarzy, wykładowców uczelni wyższych. Niektórzy z nich gotowi są nawet
zarejestrować działalność gospodarczą. Zdarzają się również przypadki, że
przestępcy podają się za instytucję charytatywną i pozyskują do współpracy
wolontariuszy, którzy od swych działań nie pobierają prowizji.
Jaki jest mechanizm nieświadomej-niezgodnej
z prawem działalności, osoby która podejmie współpracę z cyberprzestępcami?
Jakie mogą być konsekwencje tej współpracy ?
Remigiusz Kaszubski - Więcej: Gazeta
Prawna 4.09.2008 (173) ? Moja firma - str. C 8
- - - - - -
Trzech Polaków
tworzy projekt, który ma szansę zdobyć tytuł najciekawszego start-up'u
w Europie. Cel: sprzedawać reklamy w blogach i innych serwisach skuteczniej niż
Google.
Część polskiej branży internetowej zastanawia
się, kto i co kryje się za internetowym projektem Adtail, który ma szanse
w europejskim konkursie na najciekawszy start-up, czyli pomysł na internetowy
biznes.
Jak ustaliła Gazeta Prawna, tworzą go trzy osoby działające już w biznesie
internetowym, a ich celem jest stworzenie serwisu, za pomocą którego
będzie można dokładniej niż dotychczas umieszczać reklamy na blogach i w
innych serwisach w sieci. Odpowiedzi na to pytanie szuka branża internetowa na
całym świecie.
- Obecne sposoby, łącznie z reklamą kontekstową oferowaną przez Google, wciąż
pozostawiają wiele do życzenia. Nasze narzędzie ma pomóc w jeszcze
dokładniejszym dopasowywaniu treści reklam do treści serwisów - tłumaczy
Marcin Ekiert, jeden z twórców Adtail.
Projekt to pomysł jego i Jakuba Krzycha. Ekiert zajmuje dziś stanowisko web
development menedżera w Grupie Pracuj, działającej w branży rekrutacji
internetowych. Jakub Krzych jest programistą norweskiej firmy Making Waves.
Biznesowo doradza im Paweł Leks, szef Marcina Ekiera w grupie Pracuj. Projekt
Adtail znalazł się właśnie w gronie 22 najciekawszych start-up'ów tego roku,
czyli powstających projektów internetowych, które mają szanse zmienić się
w dobrze prosperujący biznes. Konkurs rozstrzygnie się niedługo w Londynie.
Bez względu na jego wynik twórcy Adtail chcą
ruszyć komercyjnie z projektem na początku przyszłego roku. Oferta skierowana
będzie na początku głównie do małych i średnich przedsiębiorstw - koła
napędowego branży e-commerce. Adtail na początku skoncentruje się na sprzedaży
reklamy w blogach, ale z czasem będzie rozwijać ofertę o inne serwisy
i większe portale. Zdaniem twórców Adtail blogi mają ogromny potencjał
reklamowy - według PBI obecnie blogi czyta w Polsce około 3 mln ludzi.
W praktyce korzystanie z Adtail ma wyglądać tak: właściciel e-sklepu, który
chce zareklamować się w sieci, będzie mógł trafić na stronę Adtail i za jej
pośrednictwem planować kampanię w sieci. Obecnie może to zrobić, korzystając
z usług na przykład agencji interaktywnych lub np. narzędzi reklamy
kontekstowej oferowanej przez wyszukiwarki - Google czy Netsprint. Twórcy
Adtail twierdzą, że ich narzędzie będzie różniło się od dotychczasowych tym,
że reklamodawca będzie mógł sam zdecydować, w którym serwisie, blogu czy
konkretnym tekście znajdzie się reklama. Sam Adtail zarabiać będzie na
prowizjach od reklamodawców.
Adtail może być odpowiedzią na pytanie nurtujące wszystkich marketerów na
świecie - co zrobić, aby jeszcze dokładnie związać treść reklam z treściami
serwisów, w których są zamieszczane. Po reklamach graficznych kolejnym
sposobem, który przybliżył reklamy do potencjalnych klientów, był Google
i jego narzędzia reklamy kontekstowej. Prostej graficznie, ale skutecznej, bo
wyświetlającej reklamy konkretnych produktów czy branż w zależności od tego,
czego szukamy w internetowej wyszukiwarce.
(GazetaPrawna)
- - - - - - -
Indeks WIG 20 rozpoczął środową sesję
od znaczącego wzrostu i przez większość dnia utrzymywał się ponad poziomem
wczorajszego zamknięcia.
Jednak ostatecznie indeks blue chipów
zakończył dzień spadkami, podobnie jak indeksy małych oraz średnich spółek.
"Dzisiejsza sesja rozpoczęła się w bardzo dobrych nastrojach. WIG20 notował
solidne 2 proc. wzrostu i podobnie jak na rynkach europejskich wydawało się,
że
inwestorzy najgorsze mają już za sobą. Uspokojenie wynikało z informacji o
dofinansowaniu AIG, amerykańskiego giganta ubezpieczeniowego, przez FED kwotą
85 mld USD" - poinformował analityk A-Z Finanse Krzysztof Barembruch. Jednak
ciąg dalszy sesji nie był już tak udany.
"Po udanym początku zmienność jednak nie opuściła parkietów i podaż znów
przystąpiła do nieustannego ataku. WIG20 spadał bez większej dynamiki, ale za
to z porażającą konsekwencją. Każda próba zaistnienia popytu na rynku była
tłumiona już w zarodku przez co handel zakończyliśmy na nowych rekordowych
minimach" - podsumował Barembruch. Analityk zaznaczył, że warszawskie indeksy
wyznaczyły nowe minima. Zwrócił też uwagę na duże obroty na rynku.
"Sam spadek nie jest tak nieprzyjemny jak obrót na jakim się on dokonał. WIG20
od otwarcia spadł o 3 proc. na obrocie 1,6 miliarda. Tak duże wartości
sugerują, że do gry wszedł duży kapitał, który dotychczas stał z boku.
Zaangażowanie większych graczy może oznaczać, że zakończenie panicznej
przeceny jest już blisko, ale przed nami jeszcze co najmniej dwa dni emocji
zakończone piątkowym wygasaniem wrześniowej serii kontraktów terminowych" -
ocenił Barembruch.
W środę indeks WIG 20 spadł o 0,03% do 2 278,45 pkt, a WIG o 0,35% do 36
431,54 pkt. Obroty na rynku akcji przekroczyły 1,6 mld zł.
(ISB)
- - - - - -
Indeksy giełdowe w Stanach
Zjednoczonych mocno tracą na wartości.
Inwestorów ogarnął głęboki pesymizm po fatalnych danych o liczbie
rozpoczętych inwestycji budowlanych. O godz. 18.00 indeks Dow Jones tracił
ponad 2,7 proc., Nasdaq zniżkował o 3,5 proc.
Liczba rozpoczętych inwestycji w zakresie
budowy domów mieszkalnych w USA spadła w sierpniu o 6,2 proc. do 0,895 mln w
ujęciu rocznym - podał w środę Departament Handlu USA w komunikacie. To
najniższy poziom od stycznia 1991 r.
Analitycy spodziewali się, że liczba rozpoczętych, nowych inwestycji wyniesie
0,950 mln.
Liczba wydanych nowych pozwoleń na budowę, wskaźnik aktywności w przyszłości w
tym sektorze, spadła zaś w sierpniu o 8,9 proc., do 0,854 mln - podał
Departament Handlu.
Analitycy spodziewali się liczby nowych pozwoleń na poziomie 0,928 mln.
(PAP)
- - - - - -
Europejskie giełdy reagują nerwowo na
informacje o narastającym kryzysie w amerykańskim sektorze finansowym.
Europejskie indeksy notowały we wtorek mocne spadki, spadały również indeksy
na warszawskiej giełdzie. Indeksy giełd w USA spadały drugi raz z rzędu, po
tym jak Fed rozczarował rynek i pozostawił stopy bez zmian.
WIG 20 na zamknięciu sesji spadł o 3,58
proc., a WIG o 3,03 proc. Zdaniem analityków, kryzys finansowy w USA nie
przełoży się jednak bezpośrednio na sytuację gospodarczą w Polsce.
W poniedziałek jeden z największych banków
inwestycyjnych w USA Lehman Brothers wystąpił o sądową ochronę przed
wierzycielami, a inny - Merrill Lynch - został wykupiony.
Lehman Brothers świadczy usługi doradztwa finansowego ministrowi skarbu w
sporze z Eureko w sprawie prywatyzacji PZU. Według rzecznika MSP Macieja
Wewióra, niepewna sytuacja banku nie będzie miała jednak negatywnego wpływu na
spór z Eureko.
Poważne kłopoty ma amerykański ubezpieczyciel AIG. Grupa malała po otwarciu
notowań w USA o 61 proc. po tym, jak Standard & Poor's obniżył rating
kredytowy dla spółki. Według analityków, może to utrudnić AIG pozyskanie
kapitału, niezbędnego do uratowania spółki przed upadłością.
Indeksy giełdy rosyjskiej traciły we wtorek po kilkanaście procent, tak że
obrót akcjami indeksów Micex i RTS został na pewien czas zawieszony.
Niemiecki indeks DAX na zamknięciu spadł o 1,63 proc., francuski indeks CAC 40
na zamknięciu spadł o 1,96 proc., a brytyjski FTSE 100 spadł o 3,43 proc.
W USA Dow Jones Industrial spadł na otwarciu o 0,31 proc., Nasdaq Comp. o 1,39
proc., a S&P 500 o 0,76 proc.
Zdaniem analityków, w perspektywie średnioterminowej możliwe są mocne spadki
na warszawskim parkiecie.
Według maklera DI BRE Banku Grzegorza Stępnia, kolejne dni na
GPW będą uzależnione od nastrojów na rynkach zagranicznych.
W opinii eksperta PKPP Lewiatan Jeremiego Mordasewicza, polska gospodarka nie
odczuje bezpośrednio kryzysu finansowego w USA.
Kryzys ten - zdaniem Mordasewicza - nasz kraj odczuje za pośrednictwem państw
Europy Zachodniej - współpracujących z USA - do których eksportujemy towary.
Podobnego zdania jest główny ekonomista Grupy PZU Rafał Antczak. "Jesteśmy
częścią gospodarki globalnej. W Polsce działają podmioty, które są powiązane
finansowo z zagranicą, czy to pośrednio, czy bezpośrednio. Te powiązania
bywają znaczące. Należy się spodziewać, że będzie miało miejsce ograniczenie
płynności na rynku finansowym - w jakimś stopniu już ono występuje. Oznacza to
utrudnienia dla finansowania inwestycji. Dla części polskich firm, zwłaszcza
tych średnich i małych, może to stanowić problem" - powiedział PAP Antczak.
Dla środowych notowań w USA istotna będzie reakcja rynków na wtorkową decyzję
Fedu - amerykańska Rezerwa Federalna postanowiła pozostawić bez zmian główną
stopę procentową.
Obecnie główna stopa procentowa w USA wynosi 2,0 proc. Fed nie zmieniał jej od
kwietnia tego roku, po wcześniejszych kilku obniżkach od września 2007 r.
Bez zmian pozostała również stopa dyskontowa, stosowana w przypadku
bezpośrednich kredytów bankom komercyjnym, na poziomie 2,25 proc.
Analitycy spodziewali się, że Fed obniży podstawowe stopy procentowe, aby
uspokoić sytuację na rynkach finansowych. Nie wykluczali spadku stóp
procentowych nawet o 50 pkt bazowych.
(PAP)
- - - - - - -
Rok 2011 to rok, w którym Polska
spełnia kryteria konwergencji, a Komisja Europejska wydaje pozytywną decyzję o
wejściu do strefy euro - poinformował premier we wtorek wieczorem po spotkaniu
z ministrem finansów, prezesem NBP i członkami RPP.
Na wspólnej konferencji prasowej premier
odczytał oświadczenie, jako wspólne oświadczenie wszystkich stron biorących
udział w spotkaniu:
"W dniu 16 września 2008 roku odbyło się spotkanie premiera rządu RP Donalda
Tuska i przedstawicieli rządu z RPP i jej przewodniczącym, prezesem NBP
Sławomirem Skrzypkiem"
Podczas spotkania ustalono: rok 2011 powinien był rokiem spełnienia kryteriów
i pozytywnej decyzji Komisji Europejskiej dotyczącej wejścia Polski do Euro.
Rząd, RPP i NBP gotowe są do ścisłej współpracy dla osiągnięcia tego celu"
Szczegółowy harmonogram zostanie przygotowany w październiku, także po
konsultacjach politycznych. W najbliższym czasie rozpoczną pracę zespoły
robocze MF i NBP przygotowujące Polskę do wejścia do ERM2".
(PAP)
- - - - - - -
We wtorek indeksy warszawskiej Giełdy
Papierów Wartościowych po raz kolejny zanotowały duży spadek wartości. Powodem
były bardzo złe nastroje
inwestorów na światowych rynkach spowodowane m.in. słabymi wynikami
Goldman Sachs i obniżeniem ratingu American International Group (AIG) przez
agencję Standard & Poor's.
"Czerwony początek sesji nie był zaskoczeniem. Światowe rynki
nadal zostają pod presją zawirowań w amerykańskim sektorze finansowym" -
ocenił analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego Łukasz Janus.
"Po początkowych spadkach giełda złapała
drugi oddech, lecz sił wystarczyło tylko na dotarcie do poziomu 2357,99pkt.
Wówczas (okolice godz. 12) zniżkę pogłębiły kontrakty na amerykańskie indeksy.
Rozbudziły się obawy inwestorów, czy American International Group pozyska
potrzebny kapitał, po tym jak jego wiarygodność kredytowa została obniżona
przez agencje ratingowe" - dodał Janus.
Przed sesją w Ameryce bank Goldman Sachs opublikował raport za III kwartał.
Zysk netto spadł o 70% i wyniósł 845 mln USD czyli 1,81 dolara na akcję. Sesja
w USA zaczęła się od spadków. Najbardziej dramatycznie dzień przebiegał jednak
w Moskwie, gdzie po ogromnych spadkach zawieszono notowania. Spadki w Moskwie
to głównie efekt spadków cen surowców na światowych rynkach.
"Jeszcze dzisiejszego dnia poznamy komunikat po posiedzeniu FOMC w sprawie
stóp procentowych, inwestorzy oczekują obniżenia o 25 pkt bazowych" -
poinformował Janus.
We wtorek indeks WIG 20 spadł o 3,58 proc. do 2 279,17 pkt, WIG spadł o 3,03
proc. do 36 560,96 pkt. Obroty na rynku akcji przekroczyły poziom 1,4 mld zł.
(ISB)
- - - - - -
Indeks giełdy rosyjskiej Micex spadł
o 16 proc. do poziomu poniżej 900 punktów. Handel akcjami został zawieszony do
godziny 17:42 czasu moskiewskiego.
"Czerwony początek sesji nie był
zaskoczeniem. Światowe rynki nadal zostają pod presją zawirowań w amerykańskim
sektorze finansowym" - ocenił analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego Łukasz
Janus.
"Po początkowych spadkach giełda złapała
drugi oddech, lecz sił wystarczyło tylko na dotarcie do poziomu 2357,99pkt.
Wówczas (okolice godz. 12) zniżkę pogłębiły kontrakty na amerykańskie indeksy.
Rozbudziły się obawy inwestorów, czy American International Group pozyska
potrzebny kapitał, po tym jak jego wiarygodność kredytowa została obniżona
przez agencje ratingowe" - dodał Janus.
Przed sesją w Ameryce bank Goldman Sachs opublikował raport za III kwartał.
Zysk netto spadł o 70% i wyniósł 845 mln USD czyli 1,81 dolara na akcję. Sesja
w USA zaczęła się od spadków. Najbardziej dramatycznie dzień przebiegał jednak
w Moskwie, gdzie po ogromnych spadkach zawieszono notowania. Spadki w Moskwie
to głównie efekt spadków cen surowców na światowych rynkach.
"Jeszcze dzisiejszego dnia poznamy komunikat po posiedzeniu FOMC w sprawie
stóp procentowych,
inwestorzy oczekują obniżenia o 25 pkt bazowych" - poinformował Janus.
We wtorek indeks WIG 20 spadł o 3,58 proc. do 2 279,17 pkt, WIG spadł o 3,03
proc. do 36 560,96 pkt. Obroty na rynku akcji przekroczyły poziom 1,4 mld zł.
(PAP)
- - - - - -
Wymiana linków, banerów.
Jeśli chciałbyś wymienić się
linkami (banerami) na naszych stronach, napisz na:
admin@forumPi.pl aby ustalić szczegóły.
Wprowadź interesujące Cię hasłoi
przeszukaj strony biznesowe
Jedyna w Internecie wyszukiwarka
filmów i nagrań audio poświęconych motywacji w biznesie, inwestowaniu,
prowadzeniu własnej firmy i zarabianiu pieniędzy.
Prowadzisz własną firmę? Inwestujesz? Masz pomysł na
biznes?