

ZOBACZ
TAKŻE
Podstawy
Inteligencja
Nieruchomości
Rozwój osobisty
Aktywa finansowe
Inwestuj z nami:
forum
inwestycyjne
blogi inwestorów
kursy-finansowe
|
Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec
Czy szkoła przygotowuje dzieci do życia w
prawdziwym świecie?
Wstęp
- Jeśli będziesz pilnie się uczyła i uzyskasz dobre stopnie, znajdziesz
bardzo dobrze płatną pracę z dodatkowymi świadczeniami - mieli zwyczaj
mawiać moi rodzice. Ich życiowym celem było zapewnienie mojej starszej
siostrze i mnie wyższego wykształcenia, abyśmy miały jak największe szanse
na życiowy sukces. Gdy w 1976 roku otrzymałam na Florida State University
dyplom z wyróżnieniem z zakresu rachunkowości - będąc jedną z najlepszych
studentek - moi rodzice osiągnęli swój cel. Było to ukoronowanie osiągnięć
ich życia. Zgodnie z założeniami "mistrzowskiego planu" zostałam
zatrudniona przez firmę należącą do czołowej ósemki firm rozrachunkowych i
widziałam moją przyszłość jako długą karierę oraz bardzo wczesną
emeryturę.
Mój mąż, Michael, szedł podobną ścieżką. Oboje pochodziliśmy z ciężko
pracujących rodzin posiadających skromne środki, ale reprezentujących
wysoką etykę zawodową. Michael również ukończył naukę z wyróżnieniem i to
na dwóch kierunkach: najpierw na studiach inżynierskich, a potem
prawniczych. Zaraz po studiach został zaangażowany przez posiadającą
wysoki prestiż firmę prawniczą z Waszyngtonu, która specjalizowała się w
prawie patentowym; wyglądało to na świetlaną przyszłość z dobrze określoną
drogą kariery i gwarantowaną bardzo wczesną emeryturą.
Mimo, iż nasze kariery były pomyślne - nie doprowadziły do tego, czego
oczekiwaliśmy. Oboje po kilka razy zmienialiśmy pracę i zawsze dla
właściwych powodów; nie oddaliśmy jednak naszego zabezpieczenia
emerytalnego komuś innemu do zarządzania w naszym imieniu. Nasze fundusze
emerytalne rosną tylko dzięki naszym własnym wkładom.
Wraz z Michaelem stanowimy świetne małżeństwo posiadające troje
wspaniałych dzieci. W czasie, gdy to piszę, dwoje z nich znajduje się na
studiach, a jedno właśnie rozpoczyna naukę w szkole średniej. Wydaliśmy
fortunę na zapewnienie naszym dzieciom jak najlepszej edukacji.
Pewnego dnia 1996 roku jedno z moich dzieci wróciło do domu rozczarowane
szkołą. Syn był znudzony i zmęczony nauką. - Dlaczego muszę spędzać czas
na uczeniu się czegoś, czego nigdy w życiu nie będę stosował? -
protestował.
Odpowiedziałam bez namysłu: - Dlatego - że jeśli nie uzyskasz dobrych
stopni - nie dostaniesz się na studia.
Bez względu na to czy dostanę się na studia, czy też nie - odpowiedział -
zamierzam być bogaty.
- Jeżeli nie ukończysz uczelni, to nie otrzymasz dobrej pracy -
odpowiedziałam z odrobiną paniki i matczynej troski. - Jeśli nie będziesz
miał dobrej pracy, jak zamierzasz stać się bogatym?
Mój syn głupio się uśmiechnął i z wolna potrząsnął głową okazując lekkie
znudzenie. Taką rozmowę odbywaliśmy już wcześniej wiele razy. Chłopak
spuścił głowę i odwrócił wzrok. Po raz kolejny słowa matczynej mądrości
nie docierały do jego uszu.
Pomimo tego, że był sprytny i miał silną wolę, zawsze był grzecznym młodym
człowiekiem mającym respekt.
- Mamo - zaczął. Teraz była moja kolej na wysłuchanie wykładu. - Nadążaj
za czasami! Rozejrzyj się wokół: najbogatsi ludzie nie stali się bogatymi
dzięki swojemu wykształceniu. Spójrz na Michaela Jordana i Madonnę. Nawet
Bill Gates porzucił Harvard, założył Microsoft i jest teraz najbogatszym
człowiekiem w Ameryce - wciąż przed czterdziestką. Istnieje też
baseballista, który zarabia 4 miliony dolarów na rok, mimo, że mówią o
nim, iż nie grzeszy mądrością.
Między nami zapanowała długa cisza. Dochodziło do mnie to, że dawałam
mojemu synowi takie same rady, jakie dawali mi moi rodzice. Świat wokół
nas zmienił się, ale rady się nie zmieniły.
Otrzymanie dobrego wykształcenia i zdobywanie dobrych stopni nie
zapewniają już sukcesu, jednak nikt poza naszymi dziećmi tego nie
zauważył.
- Mamo - kontynuował - nie chcę pracować tak ciężko jak ty i tata.
Zarabiacie dużo pieniędzy i żyjemy w wielkim domu, w którym jest pełno
"zabawek". Jeśli podążę za twoją radą, nakręcę się tak jak wy, pracując
ciężej i ciężej tylko po to, by płacić więcej podatków i pogrążyć się w
długach. Nie istnieje już coś takiego, jak pewna praca; słyszałem też o
restrukturyzacji przedsiębiorstw. Wiem również, że dzisiejsi absolwenci
uczelni zarabiają mniej niż wtedy, gdy ty ukończyłaś studia. Popatrz na
lekarzy. Nie robią już takich pieniędzy jak dawniej. Wiem, że nie mogę
polegać na ubezpieczeniu społecznym lub funduszu emerytalnym pracodawcy,
gdy przejdę na emeryturę. Potrzebuję nowych odpowiedzi.
Miał rację. Podobnie jak ja, potrzebował nowych odpowiedzi. Rady moich
rodziców były skuteczne dla ludzi urodzonych przed 1945 rokiem, ale mogą
być katastrofalne dla tych z nas, którzy urodzili się w szybko
zmieniającym się świecie. Nie mogę już po prostu mówić moim dzieciom: -
Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy.
Wiedziałam, że muszę szukać nowych sposobów kierowania edukacją moich
dzieci.
Jako matkę, a zarazem księgową, trapił mnie brak szkolnej edukacji
związanej z finansami. Wielu dzisiejszych młodych ludzi otrzymuje karty
kredytowe przed opuszczeniem szkoły średniej, nigdy jednak nie wzięli
udziału w zajęciach na temat pieniędzy czy sposobów inwestowania, a
zrozumienie tego jak odbywa się naliczanie procentu złożonego na ich
kartach, pozostawiono im samym. Mówiąc wprost: brak podstaw finansowych i
wiedzy o tym jak pracują pieniądze, powoduje, że młodzi nie są
przygotowani na spotkanie ze światem, który na nich czeka, światem, w
którym wydawanie pieniędzy jest wyniesione ponad oszczędzanie.
Gdy mój najstarszy syn - będąc świeżo upieczonym studentem - pogrążył się
w strasznych długach związanych z kartami kredytowymi, nie tylko pomogłam
mu zlikwidować te karty, ale udałam się też na poszukiwanie programu,
który mógłby mi pomóc w finansowej edukacji dzieci.
Pewnego dnia minionego roku zadzwonił z pracy mój mąż. - Mam kogoś, z kim
powinnaś się spotkać - powiedział. - Nazywa się Robert Kiyosaki. Jest
biznesmenem oraz inwestorem i przybył, aby złożyć podanie dotyczące
otrzymania patentu na grę związaną z edukacją. Myślę, że to jest to, czego
szukałaś.
Mój mąż, Michael, był pod takim wrażeniem CASHFLOW - nowej pomocy
edukacyjnej, którą Robert Kiyosaki tworzył - że zorganizował udział nas
obojga w teście prototypu. Z racji tego, iż była to gra edukacyjna,
spytałam moją 19-letnią córkę - świeżo upieczoną studentkę lokalnego
uniwersytetu - czy zechciałaby wziąć udział w teście. Zgodziła się.
W teście wzięło udział około piętnaście osób podzielonych na trzy grupy.
Mike miał rację. Była to pomoc edukacyjna, której szukałam. Była ona
jednak zaskakująca. Wyglądała jak wielokolorowa plansza gry monopol, z
wielkim, dobrze ubranym szczurem usadowionym pośrodku. W odróżnieniu
jednak od planszy monopolu posiadała dwa tory: jeden wewnątrz i jeden na
zewnątrz. Celem gry było wydostanie się z wewnętrznego toru, który Robert
określał "wyścigiem szczurów" i przedostanie się na zewnętrzny tor zwany
"szybkim torem"; objaśnił też, że szybki tor symuluje to, jak bogaci
ludzie działają w prawdziwym życiu.
Następnie wyjaśnił nam "wyścig
szczurów".
- Jeśli przyjrzymy się życiu średnio edukowanej, ciężko pracującej osoby,
zauważymy podobną drogę. Dziecko rodzi się i po czasie idzie do szkoły.
Dumni rodzice są podnieceni, gdyż dziecko osiąga celujące wyniki i dostaje
się na studia. Dziecko zdobywa dyplom, może nawet kontynuuje naukę na
studiach podyplomowych. Następnie robi tak, jakby dosłownie to
zaprogramowano: szuka etatu gwarantującego ciągłość zatrudnienia lub
rozpoczyna karierę dającą podobne poczucie bezpieczeństwa. Dziecko
znajduje tę pracę, może jako lekarz lub prawnik, albo wstępuje do wojska
lub obejmuje posadę państwową. Ogólnie mówiąc, dziecko zaczyna zarabiać
pieniądze, karty kredytowe zaczynają się mnożyć i rozpoczynają się zakupy,
o ile nie rozpoczęły się już wcześniej.
- Mając pieniądze na przetrwonienie, dziecko udaje się do miejsc, w
których zabijają czas inni - podobni jemu - młodzi ludzie; spotykają się
oni z innymi młodymi, umawiają się na randki, czasem pobierają się. Dwa
źródła dochodu są błogosławieństwem. Młodzi czują się szczęśliwi, ich
przyszłość jest świetlana i decydują się kupić dom, samochód, telewizor,
zafundować sobie wakacje i mieć dzieci. Pakiet szczęścia przybywa na
miejsce. Potrzeba gotówki jest olbrzymia. Szczęśliwa para decyduje, że ich
kariery są życiowo ważne i zaczynają ciężej pracować, stają się lepszymi
pracownikami, jeszcze bardziej oddanymi pracy. Dokształcają się celem
nabycia jeszcze bardziej wyspecjalizowanych umiejętności, aby móc więcej
zarabiać. Możliwe, że decydują się na dodatkową pracę. Ich dochody idą w
górę, ale podobnie wzrasta przedział wymiaru podatku oraz podatek od
nieruchomości związany z ich nowym wielkim domem; wzrasta też
opodatkowanie na ubezpieczenie społeczne oraz wszystkie inne podatki.
Otrzymują swoją wielką pensję i dziwią się, gdzie też wsiąkły te wszystkie
pieniądze. Przystępują do funduszu powierniczego, a za artykuły spożywcze
płacą kartami kredytowymi. Ich dzieci osiągają wiek pięciu czy sześciu lat
i zaczyna wzrastać potrzeba oszczędzania na ich przyszłe studia, podobnie
jak trzeba też oszczędzać na czas, gdy rodzice przestaną już pracować.
- Ta szczęśliwa para - która urodziła się 35 lat temu - znalazła się teraz
w pułapce "wyścigu szczurów", w której pozostanie do końca swoich
pracujących dni. Pracują dla właścicieli firmy, na podatki i dla banku,
któremu spłacają raty za dom i karty kredytowe.
- I w takiej oto sytuacji radzą swoim dzieciom: - Ucz się pilnie, osiągaj
dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy. Niczego nie uczą się o
pieniądzach - poza tymi, którzy odnoszą korzyści z ich naiwności - ciężko
pracując przez całe swoje życie. Proces powtarza się poprzez następną
ciężko pracującą generację. Jest to "wyścig szczurów".
Jedynym sposobem na wydostanie się z tego "wyścigu szczurów" jest
wykazanie biegłości w rachunkowości i inwestowaniu, których trudność
opanowania jest mitem. Jako wykształcona księgowa, która swego czasu
pracowała dla jednej z największych firm rozrachunkowych, byłam zdziwiona,
że Robert sprawił, iż nauka obu tych dziedzin stała się pasjonującą
zabawą. Proces nauki był tak dobrze ukryty, iż podczas pilnej pracy nad
wydostaniem się poza "wyścig szczurów" szybko zapomnieliśmy, że uczymy
się.
Wkrótce testowanie pomocy edukacyjnej przerodziło się w popołudniową
zabawę z moją córką, podczas której rozmawiałyśmy o rzeczach, których
nigdy przedtem nie poruszałyśmy. Udział w grze, która wymagała zestawienia
dochodu i zestawienia bilansu, był łatwy dla księgowej. Dzięki temu miałam
czas, aby pomóc mojej córce i innym graczom przy naszym stole w
przyswojeniu sobie koncepcji, których nie rozumieli. Byłam pierwszą i
jedyną osobą spośród całej grupy, która tego samego dnia wydostała się z
"wyścigu szczurów". Znalazłam się na zewnątrz w ciągu 50 minut, mimo, że
gra trwała prawie trzy godziny.
Przy naszym stole był bankier, właściciel biznesu i programista
komputerowy.
Tym, co naprawdę zwróciło moją uwagę było to, jak mało ci ludzie wiedzieli
o rachunkowości i inwestowaniu - tematach tak istotnych w ich życiu.
Zastanawiałam się, jak w prawdziwym życiu zarządzają swoimi sprawami
finansowymi. Mogłam zaakceptować to, że moja 19-letnia córka może czegoś
nie zrozumieć, ale przecież oni byli dorośli i mieli co najmniej dwa razy
tyle lat co ona.
Przez następne dwie godziny - po tym jak wydostałam się z "wyścigu
szczurów" - obserwowałam moją córkę i edukowane osoby; dorośli rzucali
kostkę i przemieszczali swoje znaczniki. Mimo, że byłam zadowolona z tego,
iż wszyscy tak dużo uczyli się, byłam poruszona tym, jak niewiele ci
dorośli wiedzieli o podstawach prostej rachunkowości i inwestowania. Mieli
trudności ze zrozumieniem związku pomiędzy zestawieniem dochodu i
zestawieniem bilansu. W miarę jak kupowali i sprzedawali aktywa,
trudnością dla nich było zapamiętanie tego, że każda transakcja może mieć
wpływ na miesięczny przepływ ich pieniędzy. Myślałam o tym, ile milionów
ludzi szarpie się z finansami w rzeczywistym świecie tylko dlatego, że
nigdy nie nauczono ich tych zagadnień.
Całe szczęście, że dobrze się bawią i są zajęci wygraniem - pomyślałam
sobie. Po zakończeniu rywalizacji Robert dał nam piętnaście minut na
dyskusję i krytykę prowadzoną w grupach na temat CASHFLOW.
Właściciel biznesu siedzący przy moim stole był niezadowolony. Nie polubił
gry. - Nie muszę tego wiedzieć - powiedział do wszystkich na głos. - Po to
zatrudniam księgowych, bankierów i prawników, aby powiedzieli mi o tym
wszystkim. Na to Robert odpowiedział: - Czy zauważył pan kiedyś, że
istnieje wielu księgowych, którzy nie są bogaci? A także bankierów,
prawników, maklerów giełdowych i pośredników handlu nieruchomościami?
Wiedzą oni wiele i w większości są to mądrzy ludzie, jednakże większość z
nich nie jest bogata. Ponieważ nasze szkoły nie uczą ludzi tego, co wiedzą
bogaci - zasięgamy porady tych ludzi. Pewnego dnia jedzie pan autostradą,
utyka w korku próbując dostać się do pracy. Patrząc na prawo widzi pan
swojego księgowego, który ugrzązł w tym samym korku. Patrzy pan na lewo i
widzi swojego bankiera. To powinno dać panu coś do myślenia.
Programista komputerowy również nie był zachwycony grą: - Mogę kupić
oprogramowanie, które mnie tego nauczy.
Bankier natomiast był poruszony. - Uczyłem się tego w szkole - tej części
związanej z rachunkowością - ale nigdy nie wiedziałem, jak zastosować to w
prawdziwym życiu. Teraz wiem. Muszę wydostać się z "wyścigu szczurów".
Wypowiedzią, która mnie jednak najbardziej poruszyła, był komentarz mojej
córki. - Ucząc się, dobrze się bawiłam - powiedziała. - Wiele nauczyłam
się o tym, jak naprawdę pieniądze pracują i jak je inwestować.
Następnie dodała: - Teraz wiem, że w wyborze zawodu mogę się kierować tym,
co chcę wykonywać, a nie gwarancją utrzymania etatu i pakietem
przypisanych do niego świadczeń lub tym, jak będę opłacana. Jeśli nauczę
się tego, czego uczy ta gra, mam wolną rękę w robieniu i studiowaniu tego,
czego pragnę z całego serca, zamiast studiować coś innego tylko dlatego,
że firmy poszukują ludzi o określonych umiejętnościach zawodowych. Jeżeli
nauczę się tego, nie będę musiała martwić się utrzymaniem posady czy
bezpieczeństwem socjalnym w taki sposób, w jaki martwi się już większość
moich kolegów z roku.
Nie mogłam pozostać i porozmawiać z Robertem po zakończeniu gry, ale
postanowiliśmy spotkać się później na dalszą dyskusję nad jego projektem.
Wiedziałam, że chce użyć gry, aby pomóc innym w stworzeniu finansowego
zabezpieczenia i chciałam więcej usłyszeć o tych planach.
W następnym tygodniu mąż mój zorganizował wraz ze mną obiadowe spotkanie z
Robertem i jego żoną. Mimo, iż po raz pierwszy przebywaliśmy ze sobą na
stopie towarzyskiej, czuliśmy się tak, jakbyśmy znali się od lat.
Odkryliśmy, że mamy ze sobą wiele wspólnego. Poruszyliśmy całą gamę
tematów od sportu i zawodów do restauracji i zagadnień socjoekonomicznych.
Rozmawialiśmy o zmieniającym się świecie. Wiele czasu spędziliśmy
dyskutując o tym, że większość Amerykanów zaoszczędziło na okres
emerytalny niewiele lub nic, podobnie jak będące u progu bankructwa
stanowe wydziały ubezpieczeń społecznych i zasiłków. Czy od moich dzieci
będzie się wymagało płacenia na emerytury dla 75 milionów osób
stanowiących wyż demograficzny?
Dziwiliśmy się czy ludzie zdają sobie sprawę z tego, jak ryzykowne jest
poleganie na programie zaopatrzenia emerytalnego.
Podstawowy niepokój Roberta dotyczył rosnącej luki pomiędzy tymi, co mają
i tymi, co nie mają - w Ameryce i na świecie. Będąc samoukiem oraz
biznesmenem własnego chowu, który podróżował dookoła świata składając swój
biznes w całość, Robert był w stanie przejść w stan spoczynku w wieku
47 lat. Powodem, dla którego powrócił do aktywności, jest ten sam
niepokój, który ogarnia mnie w stosunku do moich dzieci. Wie on, że świat
się zmienił, ale nie zmieniła się wraz z nim edukacja. Zgodnie z opinią
Roberta, dzieci spędzają całe lata w przestarzałym systemie edukacyjnym,
ucząc się rzeczy, których nigdy nie zastosują w życiu i przygotowując się
do świata, który już nie istnieje.
- Najbardziej niebezpieczną radą, jaką dzisiaj można dać dziecku jest: -
Idź do szkoły, osiągaj dobre wyniki, szukaj dobrej i pewnej pracy. Jest to
przestarzała rada i jest to niebezpieczna rada. Jeżeli moglibyście
zobaczyć to, co dzieje się w Azji, Europie i Ameryce Południowej,
bylibyście tak samo zaniepokojeni, jak ja.
Jest to zła rada - wierzy on - dlatego, że jeśli chcemy, aby nasze dziecko
miało zapewnioną finansową przyszłość, nie może się ono stosować do zbioru
"starych reguł". To jest zbyt ryzykowne.
Spytałam go, co rozumie przez - "stare reguły".
- Ludzie podobni do mnie działają wg innego zbioru reguł, aniżeli ten,
który ty stosujesz. Co się dzieje, gdy korporacja ogłasza konsolidację
firm?
- Ludzie są zwalniani. Rodziny są poszkodowane. Wzrasta bezrobocie.
- Tak, ale co się dzieje z firmą, szczególnie z firmą obecną na giełdzie
papierów wartościowych?.
- Gdy taka restrukturyzacja jest ogłoszona, cena akcji zazwyczaj idzie w
górę. Rynek lubi obniżanie przez firmę kosztów pracy - czy to przez
automatyzację, czy przez konsolidację siły roboczej.
- Zgadza się. A gdy ceny akcji zwyżkują, ludzie tacy jak ja,
akcjonariusze, stają się bogatsi. To jest to, co rozumiem przez określenie
"inny zbiór reguł". Pracownicy przegrywają; właściciele i inwestorzy
wygrywają.
Robert objaśniał nie tylko różnicę pomiędzy pracownikiem i pracodawcą, ale
także różnicę pomiędzy kontrolowaniem własnego losu a oddawaniem kontroli
nad nim komuś innemu.
- Jednak dla większości ludzi trudne jest zrozumienie tego, dlaczego się
tak dzieje - powiedziałam. - Po prostu myślą, że to nie jest w porządku.
- Dlatego jest głupotą powiedzieć dziecku: "Zdobądź dobre wykształcenie" -
powiedział. - Niemądrze jest zakładać, że edukacja, której dostarcza
system szkolny przygotuje nasze dzieci do świata, z którym spotkają się po
ukończeniu szkoły. Każde dziecko potrzebuje więcej edukacji. Różnej
edukacji. Dzieci muszą też znać reguły. Inny zbiór reguł.
- Istnieją reguły związane z pieniędzmi, według których działają bogaci -
powiedział. - 95 procent ludzi uczy się tych reguł w domu i szkole.
Dlatego dzisiaj powiedzenie: "Ucz się pilnie i szukaj pracy" jest
ryzykowne. Dzisiejsze dziecko potrzebuje bardziej wyszukanej edukacji, a
obecny system nie zapewnia tego. Nie dbam o to, ile komputerów umieszczą w
klasie lub ile pieniędzy wyda szkoła. Jak system edukacyjny może uczyć
zagadnienia, którego sam nie zna?
Jak więc rodzic uczy swoje dzieci tego, czego nie uczy szkoła? Jak uczymy
dzieci rachunkowości? Czy nie znudzą się one? A jak uczymy inwestowania -
gdy jako rodzice - sami niechętnie podejmujemy ryzyko? Zamiast uczyć moje
dzieci robienia tego w bezpieczny sposób, zdecydowałam się uczyć je
robienia tego w mądry sposób.
- W jaki więc sposób uczyłbyś dziecko tego, co jest związane z pieniędzmi
oraz tego wszystkiego o czym rozmawialiśmy? - spytałam Roberta. - Jak
możemy ułatwić to rodzicom, szczególnie gdy sami tego nie rozumieją?
- Napisałem książkę na ten temat.
- Gdzie ona jest?
- W moim komputerze. Znajduje się tam od lat w postaci przypadkowych
kawałków. Od czasu do czasu dodaję coś do niej, ale nigdy nie złożyłem jej
w całość. Zacząłem pisać ją po tym, jak moja inna książka stała się
bestsellerem, ale nigdy nie skończyłem tej nowej. Ta jest w kawałkach.
Rzeczywiście znajdowała się w kawałkach. Po przeczytaniu rozrzuconych
rozdziałów doszłam do wniosku, że książka jest wartościowa i powinna być
udostępniona, szczególnie w obecnie zmieniających się czasach.
Uzgodniliśmy z Robertem współautorstwo jego książki.
Spytałam, ile jego zdaniem finansowej informacji potrzebuje dziecko.
Odpowiedział, że to zależy od dziecka. Będąc w młodym wieku wiedział, że
chce być bogaty i miał szczęście posiadać kogoś w rodzaju ojca, który był
bogaty i zechciał mu przewodzić. Edukacja jest podstawą sukcesu -
powiedział Robert. Podobnie, jak szkolne umiejętności są życiowo ważne,
tak samo i finansowe umiejętności oraz sztuka komunikowania się są
istotne.
Książka opisuje historie dwóch ojców - bogatego i biednego, którzy
wpłynęli na umiejętności, jakie Robert rozwinął w ciągu swego życia.
Kontrast pomiędzy dwoma ojcami dostarcza ważnej perspektywy. Książka
otrzymała moje wsparcie i została zredagowana oraz złożona przeze mnie.
Jeśli jesteś Czytelniku księgowym, odłóż na bok swoją akademicka wiedzę
książkową i otwórz swój umysł na teorie prezentowane przez Roberta. Pomimo
tego, że wiele z nich konfrontuje się z ogólnie akceptowanymi podstawami
rachunkowości, dostarczają one wartościowego wglądu w to, jak prawdziwi
inwestorzy analizują swoje inwestycyjne decyzje.
Gdy jako rodzice radzimy naszym dzieciom: - Idź do szkoły, osiągaj dobre
wyniki i szukaj dobrej pracy - często robimy to z powodu kulturowego
nawyku. Tak się zawsze robiło. Gdy spotkałam Roberta, początkowo jego
pomysły przestraszyły mnie. Będąc wychowywany przez dwóch ojców, był
uczony zdobywać dwa różne cele. Jego edukowany ojciec doradzał mu pracować
dla korporacji. Bogaty ojciec doradzał mu mieć korporację. Obie życiowe
drogi wymagały edukacji, ale przedmiot studiów był całkowicie inny.
Edukowany ojciec Roberta zachęcił go, aby był mądrą osobą. Bogaty ojciec
zachęcał go do nauczenia się tego, jak zatrudniać mądrych ludzi.
Posiadanie dwóch ojców wywoływało wiele problemów. Biologiczny ojciec
Roberta był wyższym urzędnikiem edukacji stanu Hawaje. Do czasu, gdy
Robert ukończył 16 lat, groźba: "Jeśli nie osiągniesz dobrych wyników, nie
otrzymasz dobrej pracy" - miała na niego bardzo mały wpływ. Wiedział już,
że jego drogą kariery było posiadanie korporacji, a nie pracowanie dla
nich. Tak naprawdę, gdyby nie mądry i wytrwały doradca w szkole średniej,
Robert nie poszedłby na studia. Przyznaje się do tego. Za wszelką cenę
chciał rozpocząć tworzenie swoich aktywów, ale ostatecznie zgodził się, że
ze studiów również odniesie korzyść.
Dla większości dzisiejszych rodziców idee zawarte w tej książce wybiegają
prawdopodobnie zbytnio do przodu. Część rodziców ma już dostateczne
trudności z utrzymaniem dzieci w szkole. W świetle jednak zmieniających
się czasów - jako rodzice - powinniśmy być otwarci na nowe i śmiałe idee.
Zachęcanie dzieci, aby były pracownikami, jest doradzaniem własnym
dzieciom, aby w ciągu swojego życia płaciły coraz większe podatki z
równoczesną obietnicą na małą lub żadną emeryturę. Prawdą jest także to,
że podatki są największym kosztem, który ponosi człowiek. Tak naprawdę
większość rodzin pracuje od stycznia do połowy maja na płacone przez
siebie podatki. Istnieje zapotrzebowanie na nowe pomysły i książka ta
właśnie ich dostarcza.
Robert mówi, że bogaci uczą swoje dzieci w inny sposób. Uczą swoje dzieci
w domu przy stole obiadowym. Pomysły tu zawarte mogą nie być tymi, które
wybrałeś Czytelniku do dyskusji ze swoimi dziećmi, ale dzięki Ci za
przyjrzenie się im. Radzę Ci też nie ustawać w poszukiwaniach. W mojej
opinii - jako mamy i księgowej - koncepcja, obejmująca jedynie zdobycie
dobrych wyników w szkole i znalezienia dobrej pracy, jest starym pomysłem.
Musimy doradzać naszym dzieciom w bardziej wyszukany sposób. Potrzebujemy
nowych pomysłów i innej edukacji. Być może mówienie naszym dzieciom, aby
starały się być dobrymi
pracownikami i równocześnie usiłowały mieć własną firmę inwestycyjną,
nie jest najgorszym pomysłem.
Jako matka mam nadzieję, że książka ta pomoże innym rodzicom. Robert ma
nadzieję uświadomić nam, że każdy może osiągnąć powodzenie, jeśli taki
będzie jego czy jej wybór. Czy jesteś dzisiaj ogrodnikiem, czy dozorcą,
czy nawet bezrobotnym - posiadasz możliwości edukowania siebie i uczenia
tych, którzy zadbaliby o siebie od strony finansów. Pamiętaj, że finansowa
inteligencja jest procesem mentalnym, poprzez który rozwiązujemy swoje
finansowe problemy.
Dzisiaj stoimy w obliczu globalnych i technologicznych zmian, które są tak
wielkie, a nawet większe niż te, w obliczu których trzeba było stanąć w
przeszłości. Nikt nie posiada kryształowej kuli, ale jedna rzecz jest
pewna: przed nami stoją zmiany, których wielkość wykracza poza naszą
współczesność. Któż wie, co przyniesie przyszłość? Cokolwiek jednak się
stanie, mamy dwa podstawowe wybory: działać asekurancko lub działać mądrze
- przygotowując się, edukując, budząc nasze własne finansowe zdolności
oraz naszych dzieci.
Sharon Lechter
Tato,
jak się stać bogatym?
- Tato, czy możesz mi powiedzieć, jak stać się bogatym?
Ojciec odłożył wieczorną gazetę. - Dlaczego chcesz być bogaty, synu?
- Dlatego, że dzisiaj mama Kuby zajechała nowym samochodem marki cadillac.
Na weekend Kuba wyjeżdża do swojego domku nad oceanem. Zabiera ze sobą
swoich trzech przyjaciół. Michał i ja nie zostaliśmy jednak zaproszeni,
ponieważ jesteśmy "biednymi dziećmi".
- Tak powiedział? - spytał z niedowierzaniem mój ojciec.
- Tak, tak powiedział - odpowiedziałem urażony.
Ojciec pokiwał głową w ciszy, przesunął mostek okularów w górę nosa i
powrócił do czytania gazety. Stałem czekając na odpowiedź.
Był rok 1956. Miałem dziewięć lat. Przez jakieś zrządzenie losu poszedłem
do tej samej publicznej szkoły, do której posyłali swoje dzieci bogaci
ludzie. Miasto - w którym mieszkaliśmy - było głównie związane z plantacją
trzciny cukrowej. Zarządzający plantacją i inni wpływowi ludzie - tacy
jak: lekarze, biznesmeni i bankierzy - posyłali swoje dzieci do tej
szkoły, do klas od pierwszej do szóstej. Po szóstej klasie ich dzieci były
zazwyczaj wysyłane do prywatnych szkół. Ponieważ moja rodzina mieszkała po
tej samej stronie ulicy, ja również poszedłem do tej szkoły. Gdybym
mieszkał po przeciwnej stronie, byłbym posłany do innej, w której
znajdowały się dzieci podobne do mnie. Po szóstej klasie musiałbym iść do
szkoły przejściowej lub średniej, ponieważ nie istniała szkoła prywatna
dla "biednych dzieci".
W końcu ojciec odłożył gazetę. Zaczął z wolna, jakby coś przemyślał.
- No tak, synu. Jeżeli chcesz być bogaty, musisz nauczyć się robić
pieniądze.
- Jak to zrobić, żeby robić pieniądze?
- Hm, używaj swojej głowy, synu - powiedział uśmiechając się - co tak
naprawdę oznaczało: "To wszystko, co zamierzam ci powiedzieć" lub: "Nie
znam odpowiedzi, więc nie wprowadzaj mnie w zakłopotanie".
Następnego dnia powiedziałem mojemu najlepszemu przyjacielowi, Michałowi,
co powiedział mój ojciec. Michał i ja, byliśmy jedynymi biednymi dziećmi w
tej szkole. Michał, podobnie jak i ja, znalazł się w niej przez zrządzenie
losu. Ktoś nakreślił nierówność na linii rejonizacji szkół i znaleźliśmy
się w szkole dla bogatych dzieci. Tak naprawdę nie byliśmy biedni, ale tak
się czuliśmy, ponieważ wszyscy inni chłopcy mieli nowe rękawice do
baseballu, nowe rowery, wszystko nowe.
Mama i tata zaspokajali nasze podstawowe potrzeby: jedzenie, schronienie,
ubiór. Nie o to jednak chodziło. Mój ojciec zwykł mawiać: "Jeśli chcesz
czegoś, zapracuj na to". Chcieliśmy mieć różne rzeczy, ale niewiele było
pracy dostępnej dla dziewięcioletnich chłopców.
- Więc co robimy, aby zrobić pieniądze? - spytał Michał.
- Nie wiem - powiedziałem. - Czy chcesz jednak być moim partnerem?
Tego sobotniego poranka rozmawialiśmy dalej w tym samym stylu. Michał stał
się moim pierwszym partnerem w biznesie. Cały poranek omawialiśmy różne
pomysły związane z robieniem pieniędzy. Sporadycznie rozmawialiśmy o tych
"wybrańcach", którzy dobrze się bawili w domku Kuby nad oceanem. To trochę
raniło, ale ból ten był dobry, gdyż inspirował nas do kontynuowania
przemyśleń o sposobach robienia pieniędzy. Na koniec, tamtego popołudnia,
olśniło nas. Był to pomysł, który Michał zaczerpnął z czytanych przez
siebie książek popularno-naukowych. Podekscytowani, uścisnęliśmy sobie
dłonie, a partnerstwo stało się teraz biznesem.
Przez następnych kilka tygodni, Michał i ja, obchodziliśmy nasze osiedle,
pukając do drzwi i pytając naszych sąsiadów, czy zechcieliby zachować dla
nas swoje tuby po paście do zębów. Mieli zdziwione miny, większość
dorosłych jednak zgadzała się z uśmiechem. Niektórzy pytali nas, co robimy
z tubami. Odpowiadaliśmy: - Nie możemy powiedzieć. To tajemnica biznesu.
Moja mama przez pierwsze tygodnie obserwowała nas spokojnie. Na magazyn
wybraliśmy sobie miejsce obok jej pralki, gdyż mogło ono pomieścić zapasy
naszego surowca. Nasza mała kupka zużytych tubek po paście zaczęła rosnąć
w brązowym tekturowym pudełku, które kiedyś służyło do przechowywania
butelek z keczupem.
W końcu jednak nie wytrzymała tego. Widok rosnącej sterty poskręcanych tub
po paście jej sąsiadów zdenerwował ją.
- Co wy chłopcy robicie? - spytała. - Nie chcę usłyszeć, że to tajemnica
biznesu. Zróbcie coś z tym bałaganem, albo wyrzucę to wszystko.
Michał i ja prosiliśmy mamę o wyrozumiałość obiecując, że wkrótce będziemy
mieli tego wystarczającą ilość i zaczniemy produkcję. Poinformowaliśmy ją,
że czekamy na kilku sąsiadów, którzy obiecali nam swoje tuby. Mama
zgodziła się poczekać tylko jeden dodatkowy tydzień.
Data rozpoczęcia produkcji została przesunięta na wcześniejszy termin.
Wywarto na nas presję. Mój pierwszy związek partnerski był zagrożony przez
moją własną mamę, zawiadomieniem o eksmisji z naszej przestrzeni
magazynowej. Zadaniem Michała było powiedzieć sąsiadom, aby szybko zużyli
swoją pastę do zębów, gdyż ich dentysta chce, aby częściej czyścili zęby.
Ja zacząłem budować linię produkcyjną.
Produkcja rozpoczęła się po tygodniu, tak jak było to zaplanowane. Gdy mój
ojciec przyjechał ze swoim znajomym, zobaczył na wjeździe do garażu dwóch
dziewięcioletnich chłopców obsługujących linię produkcyjną idącą pełną
parą. Wszędzie dokoła znajdował się drobny biały proszek. Na długim
stoliku stały małe kartony po mleku, a nasz rodzinny grill hibachi jarzył
się czerwonymi gorącymi węglami, maksymalnie rozgrzany.
Ojciec zaparkował samochód na początku wjazdu, gdyż linia produkcyjna
zablokowała go i ostrożnie podszedł wraz ze swoim znajomym. Zbliżając się,
zobaczyli stalowy garnek umieszczony na węglach, zawierający topiące się
tubki po paście do zębów. W tamtych latach pasta do zębów nie znajdowała
się w plastikowych tubach. Tuby były zrobione z ołowiu. Gdy więc farba
została opalona, tuby były wrzucane do małego stalowego garnka, topiąc
się, aż stały się płynnym ołowiem. Przy użyciu rękawic mojej mamy do
gorących garnków laliśmy ołów przez małą dziurkę znajdującą się na górze
każdego kartonu. Kartony po mleku były formami zrobionymi z gipsu.
Pokrywający wszystko biały proszek był gipsem, który rozprzestrzenił się
zanim zmieszaliśmy go z wodą. W pośpiechu kopnąłem i wywróciłem worek,
więc cała powierzchnia wyglądała tak, jakby została nawiedzona przez burzę
śnieżną.
Mój ojciec i jego znajomy patrzyli, jak ostrożnie wlewaliśmy stopiony ołów
poprzez mały otwór na górze gipsowego sześcianu.
- Ostrożnie - powiedział mój ojciec.
Kiwnąłem głową nie patrząc na bok.
Na koniec, gdy wlewanie zostało zakończone, odłożyłem stalowy garnek i
uśmiechnąłem się do mojego ojca.
- Co wy chłopcy robicie? - spytał z lekkim uśmiechem.
- Robimy to, co powiedziałeś, że mam robić, aby być bogatym -
powiedziałem.
- Aha - dodał Michał, śmiejąc się i potakując głową. - Jesteśmy
partnerami.
- A co znajduje się w tych gipsowych formach? - spytał ojciec.
- Popatrz - powiedziałem. - To powinien być dobry wsad.
Używając małego młotka uderzyłem zabezpieczenie łączące obie połowy
sześcianu. Ostrożnie podniosłem górną połowę gipsowej formy i wyleciał
ołowiany pieniążek.
- O mój Boże - powiedział ojciec. - Odlewacie z ołowiu pięciocentówki?
- Zgadza się - powiedział Michał. Robimy tak, jak pan powiedział, żeby
robić. Robimy pieniądze.
Znajomy mojego ojca odwrócił się i wybuchnął śmiechem. Ojciec również
uśmiechał się i kiwał głową. Miał przed sobą dwóch małych chłopców
pokrytych białym kurzem i śmiejących się od ucha do ucha, rozpalony ogień
i kartony tubek po paście.
Poprosił nas o zakończenie wszystkiego i zajęcie miejsca na frontowych
schodach naszego domu. Z uśmiechem, delikatnie wyjaśnił nam, co oznacza
słowo "podrabianie".
Nasze marzenia były zdruzgotane. - Ma pan na myśli to, że jest to
nielegalne? - spytał Michał z drżeniem w głosie.
- Daj im wolną rękę - powiedział znajomy ojca. - Być może rozbudują swój
wrodzony talent.
Ojciec gwałtownie spojrzał na niego.
- Tak, to jest nielegalne - spokojnie powiedział ojciec. - Wy chłopcy
wykazaliście jednak dużą pomysłowość i oryginalność. Kontynuujcie. Jestem
naprawdę dumny z was.
Zawiedzeni siedzieliśmy około dwudziestu minut w ciszy, zanim zaczęliśmy
sprzątać nasz bałagan. Biznes skończył się w dniu jego otwarcia.
Zamiatając proszek spojrzałem na Michała i powiedziałem: - Myślę, że Kuba
i jego przyjaciele mają rację. Jesteśmy biedni.
Gdy to mówiłem, ojciec właśnie wychodził i odpowiedział: - Chłopcy,
będziecie biedni tylko wtedy, gdy poddacie się. Najważniejszą rzeczą jest
to, że coś zrobiliście. Większość ludzi tylko mówi i marzy o wzbogaceniu
się. Wy coś zrobiliście. Jestem bardzo dumny z was obu. Powiem to jeszcze
raz. Kontynuujcie. Nie zarzucajcie tego.
Staliśmy w ciszy. To były miłe słowa, ale my ciągle nie wiedzieliśmy co
robić.
- Więc jak to się stało tato, że nie jesteś bogaty? - spytałem.
- Ponieważ postanowiłem zostać nauczycielem w szkole. Nauczyciele tak
naprawdę nie myślą o tym, aby być bogatymi. Po prostu lubimy uczyć.
Chciałbym ci pomóc, ale naprawdę nie wiem, jak robić pieniądze.
Odwróciliśmy się kontynuując swoje sprzątanie.
- Wiem - powiedział ojciec - jeśli chcecie nauczyć się tego, jak stać się
bogatym, nie pytajcie mnie. Michale, porozmawiajcie z twoim ojcem.
- Moim ojcem? - zapytał Michał ze zdziwieniem.
- Tak, twoim ojcem - powtórzył mój ojciec z uśmiechem. - Twój ojciec i ja
odwiedzamy tego samego bankiera; on zachwyca się twoim ojcem. Kilka razy
powiedział mi, że twój ojciec jest świetny, gdy chodzi o robienie
pieniędzy.
- Mój ojciec? - Michał spytał jeszcze raz z niedowierzaniem. - Dlaczego,
więc nie mamy pięknego samochodu i pięknego domu, jak inne bogate dzieci
ze szkoły?
- Piękny samochód i piękny dom niekoniecznie oznaczają, że jesteś bogaty
lub wiesz jak robić pieniądze - odpowiedział mój ojciec. - Ojciec Kuby
pracuje dla plantacji trzciny cukrowej. Niewiele różni się ode mnie. On
pracuje dla firmy, a ja pracuję na państwowej posadzie. To firma kupuje
dla niego samochód. Firma cukrownicza ma teraz kłopoty finansowe i ojciec
Kuby wkrótce może nic nie mieć. Twój ojciec Michale jest inny. Wygląda na
to, że buduje on imperium i podejrzewam, że za kilka lat będzie on bardzo
bogatym człowiekiem.
przeczytaj więcej
recenzje
zarejestruj się w Programie Partnerskim Bogatego Ojca,
zapłacisz mniej (15%) za książki i gry Roberta Kiyosaki
---------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------
Seria bestsellerów Roberta Kiyosaki

O AUTORZE:
Robert Kiyosaki, autor
książki "Bogaty Ojciec, Biedny Ojciec" to inwestor, biznesmen i nauczyciel. Uczy innych, jak sprawić,
aby pieniądze ciężko pracowały dla
nas, a nie my dla pieniędzy. Sprzeciwia się tradycyjnemu postrzeganiu
finansów i inwestowania. Twierdzi, że często powtarzana rada - zdobądź
dobrze płatną pracę, wytrwale pracuj, oszczędzaj, spłacaj długi i inwestuj
długoterminowo - jest przestarzała.
Aby poznać prawie wszystkie
sekrety
Bogatego ojca i Roberta Kiyosaki, odwiedź stronę:
BogatyOjciec.pl
---------------------------------------------------------------------------------------
Pobierz darmowe eBooki
Pobierz darmowe audioBooki
nowość!
Przesłuchaj motywacyjne
nagrania Roberta Kiyosaki
|
|